Sunday, June 5, 2016

“Tę ostatnią walkę przegrywa każdy z nas” – zmarł Muhammad Ali






“W wieku 74 lat, w szpitalu w Phoenix w Arizonie, zmarł legenadarny mustrz świata wagi ciężkiej. Oszedł od nas Muhammad Ali” –  nota od rzecznika prasowego rodziny legendarnego pięściarza pojawiła się nocą z piątku na sobotę na czołówkach amerykańskich agencji prasowych. Nie tylko sportowych bo Ali zmienił nie tylko pięściarstwo, ale także oblicze Ameryki burzliwych lat 70. Tę ostatnią walkę przegrywa każdy z nas” – powiedział o śmierci Muhammada Ali jego były promotor, Bob Arum.  Cześć pamięci Największego Wszech Czasów.



Nie ma  sportowca w Stanach Zjednoczonych, którego nazwisko wywoływałoby więcej emocji. Od złotego medalu igrzysk olimpijskich w Rzymie w 1960 roku, wywalczonego przez wtedy jeszcze 18-letniego Cassiusa Clay’a zwycięstwie nad Zbigniewem Pietrzykowskim, przez historyczną decyzję odmówienia służby wojskowej w 1967 roku do legendarnych walk z Joe Frazierem i George Foremanem  - Ali był człowiekiem, który walczył na i poza ringiem.  



Po wygraniu 100 ze 108 walk amatorskich i zdobyciu złotego medalu w Rzymie, Ali przekonał się, że bycie mistrzem w Ameryce tamtych czasów niczego nie zmienia.  W rodzinnym Louisville oficjalnie nazywano go “naszym olimpijskim czarnuchem”, a krótko po tym, jak kelnerka odmówiła mu podania wody mineralnej, Cassius Clay miał jakoby wrzucić złoty medal do rzeki. Czy było tak naprawdę, czy jak podają inne źródła po prostu go zgubił, nie ma znaczenia - Clay przeszedł na zawodowstwo, urzekając nie tylko “tanecznym” stylem walki, ale także pewnością siebie.



Już w 1961 roku powiedział “Sports Illustrated”: “Wiekszość pięściarzy potrafi walczyć prawie tak dobrze jak ja. Tylko, że o nich nigdy nie słyszeliście”. Cztery lata po złotym medalu w Rzymie, przed walką z Sonny Listonem, świat po raz pierwszy usłyszał: “Będę unosił się jak motyl, kłuł jak osa!” Po siedmiu rundach w Miami, świat miał już nowego mistrza świata wagi ciężkiej. W rewanżu, w 1965 roku, walka z Listonem nie trwała nawet jednej rundy. Następna batalia, ta poza ringiem, była już znacznie trudniejsza.



Zainspirowany słowami Malcolma X, działacza religijnego i politycznego, w 1964 roku przestał istnieć ( “nie chcę mojego niewolniczego nazwiska”) Cassius Clay, a jego miejsce zajął Muhammad Ali. Po przejściu na Islam, podczas konferencji prasowej w 1967 roku, ze względu na swoje przekonania religijne, Ali odmówil służby wojskowej. Po fali totalnej krytyki ze strony ówczesnych władz USA, odebrano mu tytuł mistrzowski, nałożono grzywnę w wysokości dziesięciu tysięcy dolarów i skazano na pięć lat więzienia.  Przypomnijmy – Ali odmówił służby wojskowej w czasie trwania wojny w Wietnamie, a stwierdzenia “Nie mam nic przeciwko tym z Wietkongu” – zrobiły z niego wroga wielu Amerykanów.



 Muhammad Ali pozostawał przez lata postacią, którą trudno było sklasyfikować. Jego poglądy – sprzeciwiał się integracji rasowej w trakcie największego nasilenia ruchów antyrasistowskich w USA, nazywał Joe Fraziera “gorylem” – zawsze wymykały się jakiejkolwiek klasyfikacji. 



Przez trzy lata, poświęcając być może najlepsze lata swojej kariery i nawet trudno obliczyć ile milionów dolarów (w czasach, kiedy w USA dom kosztował paręnaście tysięcy), Ali pozostawał poza ringiem. “Nie mogę walczyć w Ameryce, Nie mogę wyjechać z Ameryki.  Byłem prześladowany, zanim jeszcze byłem oskarżony” – mówił Ali, kiedy Sąd Najwyższy zmienił decyzję o jego aresztowaniu.



Sportowo Muhammad Ali pozostawał ciągle kimś wielkim i praktycznie niemożliwym do skopiowania. Już skreślono go z listych wielkich po porażce w 1971 roku w Madison Square Garden (Walka Stulecia) z Joe Frazierem, i niewielu było takich, którzy wierzyli, że wróci na tron wagi ciężkiej.



Ali potrzebował trzech lat, wielu pojedynków, by pokazać jak bardzo krytycy się  mylili – i wrócić w wielkim stylu. “Rumble in The Jungle” – zorganizowana w 1974 roku walka  z George Foremanem w Zairze, pokazała pięściarskiemu światu jak nokautować broniąc się na linach. Rok później, po “Thrilla in Manilla”,  niesamowicie brutalnej, czternastorundowej walce  rewanżowej z Frazierem, padły inne już legendarne słowa: “Nigdy nie byłem tak blisko czegoś, co się chyba nazywa śmiercią” – powiedział Ali.



Mistrzem był jeszcze raz – w 1978 roku, kiedy najpierw stracił, a później odzyskał pas po walkach z Leonem Spinksem.  Kiedy przestał boksować, w 1981 roku, w wieku 39 lat, nikt nie przypuszczał, że już trzy lata później dowiemy się, że wykryto u niego chorobę Parkinsona.  Bardzo szybko było mu coraz trudniej się poruszać, prawie przestał mówić.  Kiedy Ali zapalał znicz olimpijski w Atlancie, w 1996 roku, był już tylko cieniem człowieka, który kipiał energią przez 24 godziny na dobę. “Tę ostatnią walkę przegrywa każdy z nas” – powiedział o śmierci Muhammada Ali jego były promotor, Bob Arum.



 “Ali był Największym Wszech Czasów nie dlatego, że robił nieprawdopodobne rzeczy na ringu. Za to, co robił poza ringiem, w co wierzył, czego bronił. Jest ważną przyczyną tego, czym Afro-Amerykanie są dziś w świecie sportu. Jesteśmy wolni. Możemy mieć wszystko, czego chcemy” – powiedział o Muhammadzie Ali  LeBron James. Takim go zapamiętajmy.

Colonna o rywalu Fonfary: “U niego nie ma zmiłuj. Nokautuje”






“Chętnych do tytułu  mistrza świata jest w półciężkiej tak wielu, że nie ma możliwości na wpadkę. Jedna pomyłka, potknięcie ze Smithem Jr i wypadasz z elity. Fonfara to wie” – mówi Sam Colonna, trener sklasyfikowanego na drugim miejscu swiatowej listy World Boxing Council Andrzeja Fonfary (28-3, 16 KO) przed walką z Joe Smithem Jr (21-1, 17 KO), 18 czerwca w chicagowskim UIC Pavilion, w głównej walce wieczoru transmitowanej przez ogólnoamerykańska telewizję NBC.



-          Jak przygotować sie na rywala… o którym tak naprawdę wiadomo niewiele?



Sam Colonna: Trudno, ciężko… ale nikt nie powiedział, że życie trenera i zawodnika ma być łatwe. Andrzej Fonfara dla Smitha Jr jest kimś takim samym, jak dla Księcia był Glen Johnson. Można jednym zwycięstwem zrobić sobie nazwisko. Choćby z tych dwóch powodów, dla mnie i dla Andrzeja przygotowania są nawet cięższe niż przed walkami z pięściarzami, których znamy. Zapisanych w internecine jest tylko kilka rund Smitha Jr, więc trzeba było zasięgnąć opinii moich kolegów, którzy jego walki oglądali na  żywo. To nie jest idealne rozwiązanie. Dla mnie Smith Jr to taka wersja Julio Cesara Chaveza Jr – tylko, że lepsza. Bo jest naturalnym półciężkim, naturalnym puncherem. I na pewno jest w lepszej formie fizycznej. Będzie ciekawa walka, bo mam wrażenie, że ekipa Smitha Jr tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tego, jak dobry jest Fonfara.

-          Z tych fragmentarycznych wycinków walk Smitha Jr, z opinii ludzi, z którymi na jego temat rozmawiałeś – czego możemy oczekiwać 18 czerwca na ringu UIC?



SC: Nie wiemy czego się spodziewać po Joe, kiedy walka  będzie trwała dłużej, osiem czy dziesięć rund. Wiem, że ludzie którzy stoją za nim (Smith Jr jest promowany przez Joe DeGuardię z Nowego Jorku – przyp. PG) wkładają w niego dużo pieniędzy, więc muszą liczyć, że kasa im się zwróci. Czyli, że wygra z Fonfarą. Przygotowując się na Smitha Jr. mam w Chicago czterech sparingpartnerów, z których każdy spędza w ringu z Andrzejem nie więcej niż dwie rundy. Fonfara widzi przed sobą tylko świeżych i pełnych sił, walczących na pełnych obrotach. To jest odpowiedź na jedną z rzeczy, które wiemy o naszym rywalu – że zaczyna bardzo szybko, idzie do przodu od pierwszej rundy. Tak jakby to była jego ostatnia wieczerza. Smith ma mniej walk , a więcej nokautów niż Andrzej. Nie ma zmiłuj.  Nam to pasuje.

-          Jak Andrzej reaguje na takie, nieco “w ciemno”,  przygotowania? W wywiadach mówi wszystko… co powinien: szacunek dla rywala, nie biorę go lekko, itd, itp. A na treningowym ringu?



SC: Andrzej zawsze zostawia  sobie coś ekstra na walka, na treningach, nigdy nie bije na 100 procent. To wiemy. Wolę go takim, niż odwrotnie.  To, o czym mówiłem poprzednio – dlatego zawsze ma przed sobą świeżych sparingpartnerów. Doskonale wiedzą, za co im płacimy.  Mentalnie, bo rozumiem , że o to pytasz, Andrzej, im bliżej do walki, tym bardziej jest gotowy. Dla niektórych konferencje prasowe, kamery, wywiady to przeszkoda, to ich rozprasza. Andrzeja odwrotnie – to napędza, motywuje. Do tego dochodzi fakt, że on już to wszystko przechodził. On to lubi.

-          Czy zgodzisz się z moją opinią, że waga półciężka to obecnie najmocniej obsadzona kategoria wagowa? Kowaliow, Stevenson, Fonfara, Ward, Beterbijew, Braehmer, Alvarez – żeby wymienić tylko tych najbardziej znanych. Co to oznacza dla Fonfary?



SC:  Oznacza to dla Andrzeja, że chętnych do tytułu jest tak wielu, że nie ma możliwości na wpadkę. Jedna pomyłka, potknięcie ze Smithem Jr i  wypadasz z elity. Fonfara to wie. Półciężka ma wielu pięściarzy, którzy są idealnie przystosowani do walki w tej kategorii wagowej. Tak, jak Gołowkin w wadze średniej… tylko, że tam GGG nie ma rywali, a tutaj lista jest długa.  I jeszcze jedno – z tych wszystkich, których wymieniłeś, Andrzej jest najmłodszy.

-          Plan na ostatnie 18 dni przed walką?

SC: Sparingi kończymy na początku przyszłego tygodnia. To były długie, dłuższe niż zwykle przygotowania, bo termin walki się zmienił – był obóz w Kalifornii, w Teksasie, zaraz po nim sparingi. Jak zwykle, ponad dziesięć tygodni ciężkiej pracy. Fonfara to lubi, jego organizm tego potrzebuje. Walczymy w Chicago, przed naszą widownią. Nie ma innej opcji niż zwycięstwo.   

Eric Molina: o Adamku, Szpilce, Powietkinie… i swoim życiu






Dwa miesiące temu, pięściarskim rzutem na taśmę, pokonując na gali Polsat Boxing Night V przez TKO zdecydowanie prowadzącego na kartach punktowych Tomka Adamka, Eric Molina odniósł swój najwiekszy sukces na zawodowym ringu. Co – jeśli w ogóle -  zmienił w jego życiu pas IBF Intercontinental? Umówiłem się z “Drummer Boy” na szybkie pytanie i natychmiastową odpowiedź. Tematów było sporo.



-          Dwa miesiące temu, drugiego kwietnia w Krakowie,  wywalczyłeś pas IBF, który zmienił w Twoim życiu…



Eric Molina: …na razie nic. IBF nigdy specjalnie mnie ceniło – gdziekolwiek wyladuje w ich rankingu, jest OK. Nie będę nikogo krytykował, to detal. Nie ma na świecie ciężkiego, który będzie miał ze mną łatwą przeprawę. Tylko to jest ważne. Na razie jest lato, skończyłem swoje zajęcia jako nauczyciel w szkole dla dzieci specjalnej troski. I muszę podjąć decyzję.



-          Jaką?



EM: Czy uda mi się jednocześnie żyć życiem nauczyciela i pięściarza elity wagi ciężkiej. Mam 34 lata - więc chyba nie. Muszę – przynajmniej przez rok – poświęcić się tylko boksowi.



-          Dotarła do Ciebie ostra dyskusja o zakończeniu walki w Polsce, związana z decyzją sędziowską nie pozwalającą Tomkowi na kontynuowanie pojedynku?



EM: Dotarła… przypadkowo, ale chyba jesteś pierwszy, który pyta o moje zdanie. Tomek przyjął naprawdę bardzo mocny cios. Każdy, kto go zna, wie, że po nokdaunach szybko wstaje, chce walczyć, jest OK. Teraz został wyliczony - we własnym kraju. Co więcej mogę ci powiedzieć?



-          Po walce w Krakowie, Adamek zakończył karierę – dobra decyzja?



EM: Tylko on wie. W Krakowie było widać, że Adamek jest ciągle dobry między linami. Nie wygrałem z nim dlatego, ponieważ wychodząc na ring był już “skończonym” pięściarsko. e patrzmy na to w ten sposób – bo tak nie było. Wszyscy widzieli co potrafił do momentu zakończenia walki. Wszyscy też widzieli jak mocno biję. 



-          Po wygranej z Tomkiem mogłeś walczyć…



EM: …z Anthony Joshua. Była propozycja złożona mojemu promotorowi, Donowi Kingowi. Ważne: ja i tylko ja odrzuciłem ofertę Eddie Hearna bo miałem kontuzję prawego kciuka. Wyszła tuż przed walką z Adamkiem. Z Joshua nie walczy się nie będąc w 100 procentach zdrowym. Lekarze powiedzieli, że już za tydzień mogę wrócić do pełnych treningów.



-          Twoim “zastępcą” w Londynie będzie Dominic Breazeale. Opinia?



EM: Będzie jak z Charlesem Martinem. Dominic to duży, mocny chłopak… ale bez doświadczenia w walkach poza USA. Nie jest gotowy. Joshua wygra do piątej rundy.



-          Nie Joshua – więc kto następny?



EM:  Powiem jedno – chcę walk z kimś z pierwszej dziesiątki światowych rankingów. Walk mających znaczenie dla mojej kariery. Istnieje podobno opcja eliminatora WBC, walki przeciwko Bermane Stiverne. Nie byłbym zdziwiony gdyby się okazała prawdziwa. Mogę walczyć w Stanach, ale Wilder jakoś do mnie nie dzwoni. Po co mu walka z Arreolą? Niech da mi rewanż, wie, że walczyłem z nim pięć rund jedną ręką. Dobre walki są wszedzie na świecie. Mogę też walczyć w Polsce bo byłem w Twoim kraju pięknie ugoszczony, nigdy tego nie zapomnę. Wach, Szpilka – jestem gotowy. 



-          Mówiąc o Wilderze: twoja opinia  na temat jego sytuacji z Aleksandrem Powietkinem?



EM: Proste – Powietkin powinien zostać zdyskwalifikowany. Czas, żeby wreszcie reguły, które sami ustalamy, były przestrzegane. Z każdej walki o tytuł, organizacje sankcjonujące pas biorą swoje procenty. Niech wezmą 1 procent więcej na pełne, wszechstronne badania antydopingowe. Zarabiam pewnie najmniej z pierwszej dziesiątki, ale ten jeden procent od razu bym oddał. Wszyscy ciągle powtarzają, że trzeba wreszcie skończyć z niedozwolonym środkami. To skończmy, a nie opowiadajmy o tym! To waga ciężka - my się nie głaskamy na ringu.

Z boku ringu: Jonak kontra McGregor!!!






Michael Jordan, fenomenalny atleta, jeden z najlepszych koszykarzy w historii sportu, nie istniał, próbując sił nawet nie w elitarnej Major League Baseball… ale w drugiej lidze basebalowej, choć był przekonany, że da sobie radę. Jak McGregor miałby na równi boksować z Floydem Matweatherem Jr.,  legendą sportu, kimś, kto sto razy lepszych pięściarsko od McGregora nie wpuszcza nawet na salę treningową Mayweather Boxing Club w Las Vegas? Jakie miałby szanse? Takie same, jakie miałby Floyd z McGregorem, gdyby walka miała się odbyć w formule MMA/UFC – czyli żadnych.  Damian Jonak wygrałby z McGregorem - bez problemu, pewnie przez KO pod koniec 5-6 rundy.  Dlaczego Mayweather kontra McGregor to bajka? O tym poniżej: 



·         Dana White, UFC President: “Pomyślcie, ile lat zajęło zrobienie walki Mayweather Jr kontra Manny Pacquaio – pomimo, że obaj walczą w tej samej dyscyplinie. A teraz pomyślcie o negocjacjach pojedynku pomiędzy dwoma zupełnie innymi dyscyplinami. Jakie będą zasady? Tylko boks czy też UFC? Kto dostanie więcej pieniędzy? Tego jest mnóstwo. To niemożliwe do zrobienia.. ale Floyd może do mnie zawsze zadzwonić”

·         Logistyka zrobienia walki, kiedy stało się już publiczną tajemnicą, że Ultimate Fighting Championship negocjuje (poważnie) sprzedaż firmy, byłoby biznesowo bez sensu. Dyskusje pomiędzy czwórką chętnych, z których największe szanse na zakup UFC ma chińska grupa kapitałowa China Media Capital, trwają już od sześciu miesięcy. Po co UFC miałoby ryzykować rynkową pozycję UFC wobec boksu (tak byłoby po ew. przegranej McGregora), skoro w grę wchodzi około 3,5 miliarda dolarów? Po co White oraz braciom Frankowi i Lorenzo Fertitta taki ból głowy, ryzyko, skoro szanse na wygraną McGregora byłyby teoretyczne?

·         Conor McGregor kilkadziesiąt godzin temu powiedział w wywiadzie dla ESPN, że za walkę z Floydem chce 100 milionów dolarów. “Słyszałem, że ten chłopak (Floyd) mówi, że zarobię za walkę z nim siedem milionów. To śmieszne - ja nie biorę obniżki płac. Jak on 100 milionów, to ja też 100 chcę 100 milionów. To Mayweather Jr potrzebuje McGregora, a nie odwrotnie”. McGregor musi zdawać sobie sprawę, że w walce z “Money” nie miałby żadnych szans. Zakładając, że mówimy o boksie, a Floyd od razu zaznaczył, że “innej możliwości nie ma, ja dyktuję warunki”. “Zapomnijmy na chwilę o bokserskich porównaniach pomiędzy Mayweatherem i McGregorem. Jeszcze przed walką z Nate Diazem, było wiele pytań jak naprawdę dobrym ZAWODNIKIEM MMA  jest Conor. Nate miał go obnażyć i dokładnie to zrobił” – komentują fachowcy. Krótkie przypomnienie. Michael Jordan, fenomenalny atleta, jeden z najlepszych koszykarzy w historii sportu, nie istniał, próbując swoich sił nawet nie w elitarnej Major League Baseball… ale w drugiej lidze basebalowej, choć był przekonany, że da sobie radę. Jak McGregor miałby na równi boksować z legendą, kimś, kto sto razy lepszych pięściarsko od McGregora nie wpuszcza nawet na salę treningową Mayweather Boxing Club w Las Vegas? Jakie miałby szanse? Takie same, jakie miałby Floyd z McGregorem, gdyby walka miała się odbyć w formule MMA/UFC – czyli żadnych.  Damian Jonak wygrałby z McGregorem - bez problemu, pewnie przez KO pod koniec 5-6 rundy.  Piszę poważnie.

·         Amatorzy takich cyrków podniecają się niezdrowo faktem, że o sprawie wypowiedział się nawet wiceprezydent Showtime, Stephen Espinoza. “Zarówno McGregor, jak Floyd chcą tej walki. Ma to sens, bo Mayweather mówił, że jeśli wróci, to na coś naprawdę niezwykłego, co wzbudzi powszechne zainteresowanie” – powiedział Espinoza. Przyznam, że uwielbiam Espinozę, bo ma znakomite poczucie humoru i jak niewielu w jego branży i na jego stanowisku, ma dystans do siebie i do tego co robi.  W tym przypadku znakomicie wykorzystuje utrzymanie nazwiska Mayweathera w mediach do czasu…aż zakończą się negocjacje z pięściarskimi rywalami (Danny Garcia albo rewanz z Pacquiao), naprawdę szykowanymi na powrót Floyda. A, że McGregor po raz kolejny chce pokazać bosowi UFC, że  jest większy (nie jest) niż  cała jego organizacja, więc wszyscy są zadowoleni.



Kiedy nie wiadomo o co chodzi, wiadomo, że chodzi o pieniądze. Tutaj wszystko pasuje - zarówno UFC, jak Mayweather Promotions -  na promocję nazwisk nie trzeba wydawać ani dolara, machina sam się napędza. Kto by się przejmował faktem, że z logiką i rzeczywistością walka Mayweather kontra McGregor nie nic wspólnego?

Wilder kontra Powietkin: zamiast na ringu, będą walki adwokatów






Ponad 48 godzin zajęło Mauricio Sulaimanowi, prezydentowi World Boxing Council podjęcie decyzji o odwołaniu (przeniesieniu?) walki o mistrzostwo świata wagi ciężkiej pomiędzy obrońcą tytułu, Deontay’em Wilderem (36-0, 35 KO), a numerem 1 listy rankingowej WBC,  Aleksandrem Powietkinem (30-1, 22 KO). Dlaczego tak długo? Co to znaczy – przeniesione? Jeśli już, to walka z ringu, przeniesie się do  kancelarii adwokackich.



“Idioci myśleli, że oddam pas”



Saga gali Wilder – Powietkin rozpoczęła się, kiedy tylko ogłoszono, że Rosyjski Rycerz będzie obowiązkowym rywalem Wildera. Prawie natychmiast, większość kibiców (wybaczalne) i dziennikarzy (niewybaczalne)  doszła do wniosku, że  Wilder walki nie podejmie “bo za duże ryzyko, na pewno odda tytuł”.  Były też spekulacje, że ekipa Wildera będzie wymyślac powody, dla których walka miałaby się odbyć. Jak się po raz kolejny okazało – życie przerosło kabaret.



Sam Wilder od razu powiedział, że nie ma problemu by walczyć z Powietkinem “w Moskwie, albo gdziekolwiek”, doskonale wiedząc, kto będzie zwycięzcą przetargu. Przygotowano obóz dla Wildera w angielskim Sheffield i na 21 dni przed walką, obrońca tytułu zrobił wszystko, by 21 maja obronić tytuł. I wtedy się zaczęło.



VADA  nokautuje



Kiedy dr Margaret Goodman, szefowa Voluntary Anti-Doping Association (VADA), organizacji antydopingowej na której testy zgodziły się obie strony, wydała komunikat związany z wynikami testów przeprowadzonych 27 kwietnia, wybuchła bomba. Na razie mała, bo próbka numer 3969608 moczu Powietkina wykazała śladowe ilości meldonium, środka oficjalnie zakazanego dopiero od 1 stycznia 2016 roku. Tak śladowe (0,07 mikrograma), że promoter Rosjanina, Andriej Riabiński natychmiast ogłosił, że to pozostałości z dawnego, przed 2016 rokiem, przyjmowania wtedy jeszcze legalnego specyfiku.



Brzmiało to dobrze, choć wiadomo, że meldonium jest specyfikiem jakościowym (jakakolwiek dawka dyskwalifikuje), nie ilościowym (zabronione powyżej jakiegoś stężenia)…ale dobrze tylko przez 72 godziny. Wszystko dlatego, że podczas trzech poprzednich testów (także obejmujących meldonium) w dniach 7, 8 i 11 kwietnia, Powietkin… był czysty, bez nawet mikrogramów zabronionego. To była prawdziwa dopingowa bomba, obalająca teorie o Powietkinie nie biorącym meldonium w 2016 roku. Ekipa Wildera dwukrotnie przekładała lot z Sheffield do Moskwy, czekając na wydawałoby się oczywistą decyzje Sulaimana. W niedzielę rano, bilety na lot do Rosji zmieniono  na powrotne do USA.



Wilder-Powietkin przeniesione? Niby na kiedy?



Informację (to też ciekawostka), że walka została przeniesiona podał najpierw Riabiński – wyprzedzając nawet oficjalne stanowisko w tej sprawie World Boxing Council. Mauricio Sulaiman, jest od ponad roku zwolennikiem wprowadzenia zasad, mających zrobić z boksu jedna z najbardziej “czystych” dyscyplin sportowych. Jak pogodzić jego najnowszy Clean Boxing Program (Program Czysty Boks), obejmujący wyrywkowe testy pierwszej piętnastki rankingu z decyzją o tylko przeniesieniu pojedynku?  



Samego Wildera najbardziej interesuje  określenie, że walka jest “przeniesiona”. Przeniesiona? Niby na kiedy? Oświadczenie WBC mówi o “dokładnym zbadaniu sprawy, i wydaniu odpowiednich decyzji karnych”, ale wiadomo, że przeniesienie dotyczy czasu nieokreślonego. Może za trzy miesiące,  może za sześć,  może nigdy? Do tego dochodzą spodziewane (pewne) roszczenia finansowe ekipy Wildera. Kto zapłaci za przygotowania obrońcy mistrza świata, skoro w tym przypadku nie chodzi o wypadek losowy (jak kontuzja), ale o złamanie przepisów antydopingowych? Co będzie, jeśli prawnicy Wildera dojdą do wniosku, że należy im się nie tylko zwrot za obóz treningowy, ale cała suma pięciu milionów dolarów, bo tyle miał zagwarantowane w kontrakcie Deontay? Walka z ringu przeniesie się teraz z ringu do kancelarii adwokackich w Nowym Jorku i Moskwie . Straciliśmy wszyscy.  

Fonfara: “Polscy kibice wygrają z Irlandczykami na trybunach. Ja ze Smithem na ringu”




 



“Po dobrych trzech tygodniach w Houston, jak tylko przyleciałem do Chicago, to zaczęliśmy już sesje sparingowe. Wszystko idzie zgodnie z planem” – mówi sklasyfikowany na drugim miejscu  światowego rankingu WBC wagi półciężkiej Andrzej Fonfara (28-3, 16 KO). “Biorę walkę ze Irlandzkim Bombardierem Smith’em jako wyzwanie”.



Polski Książę, który wraca 18 czerwca w Chicago przeciwko 26-letniemu Joe “The Irish Bomber” Smith Jr (21-1, 17 KO), tak mówi o swoim rywalu, który powiedział, że “przyjeżdża do irlandzkiego Chicago pokazać Polakowi gdzie jest jego miejsce”:  “Odważny chłopak. Zobaczymy w ringu, czy to polskie czy irlandzkie miasto. Wiem, że na mojej walce będa nasi kobice nie tylko z Chicago, ale z całych Stanów, a ja wiem, że polscy kibice są najlepsi. Oni pokażą Irlandczykom, gdzie jest ich miejsce na trybunach, a ja pokażę Smith’owi, gdzie jest jego miejsce na ringu. Ale na chwilę zapomnijmy o tych słowach – ja na nie lekceważę Smitha. Chłopak z dodatnim rekordem, dużo wygranych walk przed czasem. Na pewno zostawi serce na ringu bo to dla niego ogromna szansa pokazania się na wielkiej gali, wygrania z kimś mającym moją pozycję w rankingu” – mówi Fonfara.



“Każdy pieściarz ma kiedyś szansę i musi ją wykorzystać. Ja też miałem taką walkę – z Glenem Johnsonem, kiedy byłem młodym chłopakiem i kiedy byłem skazywany na porażkę ze starym ringowym lisem. Wiem więc z własnego doświadczenia, z jakim  nastawieniem przyjedzie do Chicago Smith – żeby wygrać. Przyjedzie po laury, a nie po pieniądze. Ja muszę pokazać, że jestem lepszy. Pas ma zostać w Chicago”.  

Głowacki, Fonfara, Sulęcki, Szymański: rozmowa kontrolowana






Krzysiek Głowacki – Oleksandr Usyk: gdzie i za ile? Andrzej Fonfara: jaka stawka walki w Chicago, jaka szansa na walkę o tytuł WBC?  Maciek Sulęcki, Patryk Szymański: teraz już tylko rywale z wysokiej półki? To tylko garść tematów poruszonych w rozmowie z Leonem Margulesem, amerykańską cześcią promocyjnego kwartetu (obok Andrzeja Wasilewskiego, Tomasza Babilońskiego i Piotra Wernera)  grupy polskich pięściarzy trenujących obecnie i przygotowujących się do walk na terenie USA.



Krzysztof Głowacki: Andrzej Wasilewski, współpromotor mistrza świata WBO Krzyśka Głowackiego powiedział, że walka najprawdopodniej odbędzie się w Polsce lub USA, ponieważ oferta przedstawiona przez stronę ukraińską nie jest wystarczająca. Bo nie jest. Suma podawana w mediach przez promotora Usyka na pewno nie zadowala Główki, który za walkę na wyjeździe, na terenie pretendenta zarobiłby (po odliczeniu wszystkich należności) mniej niż dostał za walkę ze Steve Cunninghamem w Nowym Jorku. To jest fakt. Do tego dochodzi regulaminowy podział puli WBO - w zależności od tego, gdzie odbędzie się pojedynek mistrzowski. Reasumując: następna dla “Główki” walka będzie na pewno z Oleksandrem Usykiem – nie wiadomo tylko gdzie i kiedy.



Andrzej Fonfara: Na pewno będzie walczył 18 czerwca, w głównym pojedynku gali w Chicago. Potencjalnych przeciwników było trzech, rozmowy były prowadzone równolegle. Dziś rywal jest na 99.9 procent znany (Joe Smith Jr, 21-1, 17 KO), który przygotowuje się na Polskiego Księcia od ponad czterech tygodni, ale nauczeni złym doświadczeniem i umową ze stacją telewizyjną, jeszcze przez kilka do oficjalnego ogłoszenia nazwiska. Pojawiła się informacja, że w tym roku Andrzej nie ma już szansy na walkę z mistrzem World Boxing Council, Adonisem Stevensonem. Nieprawda. Stevenson ma bronić zielonego pasa przeciwko obowiązkowemu rywalowi – Eleiderowi Alvarezowi, ale tak się składa, że cała zainteresowana trójka (Stevenson, Fonfara, Alvarez), ma tego samego managera, Al’a  Haymona. Czyli jeśli będzie to opcja najlepsza dla każdej ze stron, to walkę da się zorganizować. Dla Polskiego Księcia, czerwcowy pojedynek ma ogromne znaczenie. Po pierwsze, dzięki ogólnoamerykańskiemu przekazowi,  Fonfara ma szansę stać się nazwiskiem naprawdę znanym w Stanach, a po drugie po kolejny ma potwierdzić  przynależność Księcia do ścisłej elity wagi półciężkiej. Andrzej doskonale wie, że nie ma miejsca na potknięcia, nawet na słabsze walki. Każda jest o wszystko, jeśli cel jest jeden – pas mistrza świata. Walki z innym rywalami niż Stevenson, jak na przykład z Siergiejem Kowaliowem? Są propozycje, których się nie odrzuca. Ale na razie takich nie ma.



Maciek Sulęcki, Patryk Szymański. Dla obu trenujących z Chico Rivasem na Florydzie pięściarzy, zbliża się okres decydujących prób, największych w ich karierze testów. Sparingi z Jermainem Taylor’em, byłym mistrzem świata, to dla nich ostateczna próba – według Chico, wypadają w nich znakomicie. Bez podawania szczegółów – pracuję nad tym, by walka Patryka odbyła się nie przed pojedynkami Fonfary i  Sulęckiego (jak planowano), ale kilka tygodni później. Wymagający przeciwnik, któremu nie jest obca walka o tytuł, zostałby dla Szymańskiego ten sam, ale jest szansa na pokazywanie Patryka na naprawdę znaczącej stacji TV. To ważne. Maciek Sulęcki, który wygrał cztery ostatnie walki przez KO, doskonale wie, jaką wagę ma jego najbliższy pojedynek. Walka z niepokonanym rywalem, zainteresowanie nim ze strony promotorów czołowych pięściarzy świata w jego kategorii wagowej. Podobnie w przypadku Andrzeja Fonfary – nie ma miejsca na słabszy dzień. Nie ma  miejsca na nerwy. Trzeba wygrywać.



Przemek Garczarczyk