Sunday, October 16, 2016

Zmarł pięściarski “Jastrząb” - Aaron Pryor

Kiedy Aaron Pryor wychodził na ring, kibice zawsze wiedzieli, że czeka ich pięściarska uczta. „Jastrząb”, bo taki miał przydomek mistrz  świata, który w niedzielę, wieku 60 lat zmarł na niewydolność serca, przejdzie do historii za całą karierę. Dwie wygrane walki Pryora z Alexisem Arguello, to jednak coś więcej niż boks – to klasyka. Być może dwie najlepsze pojedynki w historii sportu, który bez niego będzie biedniejszy.


Zawsze zły

Pryor odszedł w 1991 roku na sportową eneryturę z dorobkiem 39 wygranych walk, tylko 1 porażką i 35 nokautami. Pięć lat póżniej przyjęto go do grona Międzynarodowej Galerii Sław Boksu, w 2001 roku to samo zrobili członkowie Światowej Galerii Sław. Jego życie było pełne kontrowersji, ale żadna z nich i żaden cios rywala nie miał dla niego tak dramatycznych skutków jak okoliczności związane z wygraną w 1982 roku z Arguello. Pryor wygrał przez nokaut w czternastej rundzie, a walka w Miami została uznana przez „Ring Magazine” za Walkę Dekady.

Zwycięstwo nie obyło się jednak bezkontrowersji. W trakcie walki, mikrofony nagrały słowa jego legendarnego trenera, Panamy Jonesa, mówiącego do asystującego w narożniku Artie Curley’a”: „Daj mi tą drugą butelkę, tą którą zmiksowałem!”. Tuż przed czternastą rundą. Dla części dziennikarzy, także kibiców, miało to oznaczać, że owinięta czarna taśmą butelka zawierała stymulanty, natomiast Curley przekonywał, że chodziło o coś zupełnie niewinnego – miętową gorzałkę, która miała uspokoić żołądek Pryora.

Kiedy doszło do rewanżu w Las Vegas, Pryor także był lepszy, tym razem nokautując Arguello w dziesiątym starciu. Kontrowersji nie było, a Pryor doczekał się uznania na które zasługiwał od dawna. Dla kibiców, którzy go oglądali, zawsze był połączeniem niesamowitej techniki i determinacji. W żadnej ze swoich walk nie sprawiał wrażenia, że chce TYLKO wygrać. W każdej, że jest wściekły na rywala.

Lepszy niż Mayweather Jr?

Dla fanatyków boksu, to jedyne porównanie klasy Pryora z tymi najlepszymi ze współczesnych. Pryor pozostaje dla przeciętnego kibica ciągle jednym z najbardziej niedocenianych pięściarzy w historii sportu, ale czy był lepszy w wadze półśredniej niż „Money”? Dla większości historyków, właśnie zobaczenie takiej walki – a nie bitew w wadze ciężkiej –   byłoby marzeniem. Im dłużej trwałby taki pojedynek wielkich, tym defensywa Mayweathera  Jr byłaby mniej skuteczna, bo Pryor nigdy nie zwalniał tempa. Kombinacja za kombinacją, ciągła presja – nawet jeśli jego rywale potrafili wytrzymać fizycznie, to psychicznie nie dawali rady. Arguello, w legendarnym dwumeczu, próbował wszystkiego, zadawał nacierającemy Pryor’owi ciosy, które nokautowały wszystkich poprzednich rywali... ale Pryor szedł dalej. Kiedy zawsze dumny i twardy Nikaraguańczyk poddał się w dziesiątej rundzie, nie wstając z ringu, jeden z ludzi z jego teamu tak skomentował sprawę: „Po co? Co by to zmieniło?”  Jak poradziłby sobie z takim rywalem Mayweather Jr, który znany jest z wszystkiego – z wyjątkiem nokautującego ciosu?

„Nie było sposobu na Aarona, bo nie było nikogo innego, który potrafił zadawać ciosy z taką szybkością z zupełnie niemożliwych pozycji. Wielka szkoda, że nie mogliśmy oglądać wiecej jego walk” – powiedział o Pryorze śledzacy jego karierę dziennikarz „Associated Press”, Ed Schuyler jr.

Już przed drugą walką z Arguello, Pryor zaczął mieć problemy z kokainą. Nie mógł przeboleć, że część kibiców i mediów uważała go za oszusta. Kokaina stała się dla niego czymś ważniejszym od sportu  - w ciągu następnych siedniu lat walczył tylko siedmiokrotnie. „Chciałem od niektórych ludzi pomocy, wyciągniętej ręki. Zamiast tego, dali mi kokainę” – powiedział Aaron Pryor, który ostatnie dwadzieścia lat swego życia spędził mówiąc na spotkaniach o zgubnych skutkach narkotyków.


Kokaina kontra wielki boks: zwykle przez KO


 Informacja o wykryciu w moczu Tysona Fury kokainy była szokiem... bo jest rok 2016. W złotych latach boksu, narkotyk był częścią tego sportu. Wielu wielkim kokaina zniszczyła, a przynajmniej zastopowała czy skróciła  świetnie zapowiadające się kariery. Dla Mike Tysona była cześcią obozów przygotowawczych, a prawnik Michael Dokesa, złapanego z kilogramem koki, mówił przed sądem: „Michael kupuje kokainę tak, jak my ziemniaki. Na kilogramy”. 

Mike Tyson: „Byłem stuprocentowym kokainistą” – pisze w swojej książce Mike Tyson, wspominając czasy jak zaczął próbować „kokę” jako jedenastoletni chłopak. Narkotykowe imprezy były już od 1989 roku, na przykład przed walką z Frankiem Bruno w Las Vegas, czymś normalnym.  Przed szokującą porażką w 2004 roku z Danny Williamsem, kokaina była częścią jego obozu przygotowawczego. Rok później, kiedy przegrał z Kevinem McBride, dieta „Żelaznego” składała się z Hennessy, morfiny, Marlboro, leków na depresję, środków na potencję i kokainy. Ta ostatnia miała wiele wspólnego z jego zachowaniem na  niesławnej konferencji prasowej poprzedzającą walkę z Lennoxem Lewisem (2002). 200 tysięcy kary, które Tyson zapłacił po unieważnieniu zwycięstwa (wykryta marihuana) nad Andrzejem Gołotą w 2000 roku, tłumaczy brakiem... sztucznego penisa. Kiedy trzeba było poddać się testom, jeden z jego ludzi zawsze miał przy sobie „sikacza” wypełnionego wolnym od narkotyków moczem. Aż trudno sobie wyobrazić jak wyglądałaby kariera fenomenalnego,  najmłodszego mistrza świata wagi ciężkiej WBA/WBC/IBF bez kokainy. Na pewno byłaby dłuższa.

Aaron Pryor: Chyba największa z ofiar kokainy. W ciągu kilku lat Pryor, z wielkiej gwiazdy stał się pięściarskim bumem. Stracił nie tylko motywacje do walk, ale także szanse na wielkie pojedynki. Zamiast planowanej superwalki z Sugar Ray Leonardem, był smutny pojedynek znieszczonego narkotykiem Pryora z nie dorastającym mu do pięt umiejętnościami Bobby Joe Youngiem.

Pernell Whitaker: Kiedy kokaina stała się dla jednego z najlepszych techników w historii boksu problemem, Whitaker był już uznaną wielkością. Ale kibice zawsze będą sobie zadawać pytanie jak bezkokainowy „Sweat Pea” wypadłby w walkach z Oscarem De La Hoyą czy Felixem Trinidadem? Czy nawet po trzydziestce, będąc „czysty”, nie mógłby nawiązać walki z takimi późniejszymi mistrzami jak Carlos Baldomir, Corey Spinks czy nawet Zab Judah?

Leon Spinks: Wtajemniczeni twierdzą, że Spinks miał zawsze problem z kokainą. „Baletowy” styl życia sprawił, że droga od mistrza świata wagi ciężkiej do jednego z najgorszych pięściarzy tej kategorii wagowej była bardzo szybka. Mógł wygrać rewanż z Muhammadem Ali, dać lepszą walkę Larry Holmesowi. Mógł.

Michael Dokes: Kiedy Dokes, jeden z najszybszych ciężkich swojej ery był na szczycie, problem z kokainą był już poważny. Do legendy przeszła mowa obronna jego adwokata, który odrzucając zarzuty, że jego klient złapany z kilogramem kokainy jest handlarzem, powiedział: „Michael Dokes kupuje kokainę tak, jak my ziemniaki. Na kilogramy”. Dokes, nawet wyniszczony kokainą dał wielką walkę młodemu Holyfieldowi. A bez niej?

Michael Nunn: Mógł być jednym z wielkich. Szokująca wygrana z Frankiem Tate, KO na Kalambay’u zrobiły z niego gwiazdę. Zaczęły się problemy z kokainą, słaba obrona przeciwko Iran’owi Barkley’owi, jeszcze gorsza przeciwko Donaldowi Curry. Kiedy James Toney dokończył dzieła zniszczenia, Nunn był już tylko cieniem pięściarza z mistrzowskich walk.

Oliver McCall: Jeden z najbardziej naturalnych ciężkich, z potwornie silnym pojedyńczym nokautującym ciosem w historii boksu.  Przemiły – jak widzieliśmy w Polsce - człowiek. Trudno jednak zapomnieć różnicę pomiędzy Oliverem z pierwszej walki z Lennoxem Lewisem do rewanżu. Bez nałogu, byłby w latach 90 w elicie ciężkich, mógł zarobić miliony walcząc z Mike Tysonem, może zamiast Lamona Brewstera byłby na ringu przeciwko Władimirowi Kliczko.


Johnny Tapia:  Tapia miał wiele problemów, ale ludzie bliscy jego życiu zwracali uwagę na fakt, że ucieczka w kokainę była dla niego czymś normalnym. Ciągle był w stanie walczyć na niesamowitym, godnym Bokserskiej Galerii Sław poziomie, ale przerwy spowodowane nałogiem (nawet trzyletnie) wykończyły jego organizm. Zwłaszcza, że miały miejsce, kiedy był u szczytu kariery.

To będzie show: UFC 205, NYC czyli tanie bilety za 5000 złotych


12 listopada 1993 roku, McNichols Arena w Denver, stan Kolorado: Ultimate Fighting Championship 1, inauguracyjna gala dziś największej organizacji MMA na świecie. Około 86 tysięcy sprzedanych PPV. 12 listopada 2016, Madison Square Garden, Nowy Jork. 26 lat później, spodziewanych ponad 1,5 miliona PPV, pierwsza gala w stanie Nowym Jork od 21 lat. Bezprecedensowe zainteresowanie mediów i kibiców, na karcie Conor McGregor, Tyron Woodley, Chris Weidman, no i dla nas najważniejsze - Joaśka Jędrzejczyk kontra Karolina Kowalkiewicz o mistrzostwo świata. UFC 205 - to będzie SHOW... ale tylko dla wybranych. Na czarnym rynku, przeciętna cela biletu przekroczyła już 5400 złotych. Te najlepsze miejsca kosztują pięć razy tyle.

Welcome to the New York City!

UFC 1, turniej wygrany przez legendarnego Royce Gracie miał pokazać, który ze stylów mieszanych sztuk walki jest najskuteczniejszy. Nie było podziału na kategorie wagowe, reguł walk było niewiele. Już wtedy władze stanu Nowy Jork zaczeły się uważnie przyglądać nowej dyscyplinie. Nie tylko dlatego,  ponad dwie dekady później, kiedy gubernator stanu stanu Nowy Jork Andrew Cuomo podpisał stanową klauzulę legalizującą zakazany sport,  Lorenzo Fertitta wiedział, że gala 12 listopada musi być czymś specjalnym. Po UFC 7, we wrześniu 1995 roku w Buffalo, w stanie Nowy Jork, władze stanowe przez dwa lata zastanawiały się czy zgodzić się na coś, co wtedy określane było mianem krwawego sportu. Dwa lata później, MMA było  już dyscypliną zakazaną.  „Wiadomo, że to był bardzo trudny, uciążliwy dla wszystkich proces, ale nareszcie się nam udało, wszyscy jesteśmy z tego powodu bardzo szcześliwi”. Składając podpis na dokumencie, Fertitta dodał: „Będzie czymś wielkim zorganizowanie naszej pierwszej gali w Madison Square Garden. Spodziewam się wielkiego zainteresowania, czegoś historycznego w tym niesamowitym miejscu”. Słowa dotrzymał. Jestem pewien, że nawet Fertitta, Dana White czy WME/IMG, nowi właściciele sprzedanego za cztery miliardy dolarów UFC, nie spodziewali się, że będzie aż tak dobrze.

Ceny biletów? Są rekordy.

Najtańsze bilety na galę w NYC  kosztowały 100 dolarów, przyjemność oglądania przy oktagonie McGregora, a przede wszystkim polskich dziewczyn, to ponad 1500 dolarów. Piszę „kosztowały” bo natychmiast kiedy pojawiły się w oficjalnej sprzedaży, zostały wykupione. Do ostatniego miejsca. Już dziś wiadomo, że na czarnym rynku cena przeciętnej wejściówki, gdzieś wysoko u sklepienia MSG,  bije wszystkie rekordy. Najtańszy bilet na UFC 205 przekroczył już kilka dni temu cenę 930 dolarów, zaś przeciętna cena oferowanych biletów to dokładnie 1386 dolarów... albo 5444 złotych. Te najlepsze miejsca kosztują pięć razy tyle. I nikt ich nie sprzedaje.


To sumy, które przebijają nie tylko zaskakujący, ostatni powrót legendy UFC, Brocka Lesnara na UFC 200 (1100 dolarów), ale nawet ceny na baseballowe World Series! Kiedy miejscowi Mets, w oszalałym na punkcie tego sportu Nowym Jorku grali w 2015 roku z Kansas City Royals, przeciętna cena biletu na czarnym rynku „tylko” przekraczała 1200 dolarów. „UFC 2005 bije wszystkie rekordy. Czegoś takiego jeszcze w Nowym Jorku nie było” – mówili analitycy Fox Business. A Fertitta, które chce pożegnać się z UFC z wielkim hukiem, spokojnie dodaje: ”Rekord MSG w sumie uzyskanej ze sprzedaży biletów też pobijemy”. To będzie SHOW.

WBC Clean Boxing Program: co trzeba wiedzieć o Czystym Boksie?



Mauricio Sulaiman, prezydent pięściarskiej organizacji rankingowej World Boxing Council, od kilku lat próbował wprowadzić program antydopingowy, kontrolujący pięściarzy nie tylko po walkach, ale przez 365 dni w roku. 5 maja 2016 roku, WBC Clean Boxing Program (CBP) stał się faktem, a już od kilkudziesięciu godzin, WBC usuwa z rankingów pięściarzy, którzy nie są objęci programem.  Co trzeba o nim wiedzieć?


  • WBC zobowiązało 17 mistrzów WBC oraz pierwszą piętnastkę rankingów  w poszczególnych kategoriach wagowych do poddania się niezapowiadzianym, wyrywkowym testom przez 365 dni w roku/24 godziny na dobę. Zgłoszenia do testów były przyjmowane od 9 maja 2016 roku, a pięściarze mieli 90 dni do wypełnienia form potwierdzających przystąpienie do testów. Nie poddanie się testom oznacza automatyczne wykluczenie pięściarza z rankingu WBC oraz  z udziału we wszystkich galach/walkach sankcjonowanych przez WBC.
  • Każdy z pięściarzy sklasyfikowanych przez WBC w pierwszej  piętnastce rankingu publikowanego każdego miesiąca na oficjalnej stronie internetowej założonej w 1963 roku organizacji, musi w ciagu piętnastu dni od publikacji  zgłosić się do udziału w programie CBP lub zostanie usnięty z rankingu.
  • Kary wobec pięściarzy, którzy nie poddadzą się testom CBP obowiązują na galach sankcjonowanych przez WBC na całym świecie. W USA, program CBP został zaaprobowany przez wszystkie Sportowe Komisje Stanowe.
  • Testy są przeprowadzane przez założone w 2011 roku i  kierowane przez dr Margaret Goodman Voluntary Anti-Drug Association (Dobrowolne Stowarzyszenie Anty-Dopingowe) z siedzibą w Las Vegas. Wszystkie testy VADA  przeprowadzane są zgodnie z wytycznymi Światowej Organizacji Antydopingowej (WADA)
  • Lista wszystkich niedozwolonych środków dopingujących (PED) jest publikowana i ciągle uaktualniana na oficjalnej stronie  internetowej VADA. Każdy z  pięściarzy objętych CBP, musi podać swój numer telefonu praz miejsca zamieszkania oraz treningów.
  • Nie przystąpienie do testów Clean Boxing Program wyklucza pięściarzy TYLKO z rankingów/sankcjonowanych walk World Boxing Council. Ich status w innych głównych rankingach (IBF, WBA, WBO) pozostaje niezmieniony. 
  • Przeprowadzenie testów przez inne organizacje antydopingowe (na przykład krajowe laboratoria przy Związkach Bokserskich) NIE ZWALNIA pięściarza od przystąpienia do WBC Clean Boxing Program. 

WADA kontra MKOl: jest wojna!

Już jutro w kanadyjskim Montrealu odbędzie się bardzo ważne – przynajmniej na papierze – spotkanie Miedzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, mogące rozstrzygnąć przyszłość Światowej Agencji Antydopingowej (WADA), organizacji dbającej o czystość światowego sportu. Nie wszyscy są o tym przekonani „Jedyni, którzy mogą dziś być zadowoleni z siebie, to oszuści i dopingowicze” – mówi dyrektor akredytowanego przez Światowa Agencję Antydopingową (WADA) laboratorium w tym mieście. Na razie, zamiast pomysłu na rozwiązanie problemu... jest wojna WADA z Międzynarodowym Komitetem Olimopijskim.

Na spotkanie w Montrealu zostało zaproszonych kilkunastu przedstawicieli Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, wspólnie z prezydentami amerykańskich, rosyjskich i chińskich Komitetów Olimpijskich oraz szefami najważniejszych światowych organizacji sportowych. Podstawowy plan: przegłosowanie propozycji by system badań antydopingowych został odłączony od lokalnych federacji sportowych prowadzących własne badania na podstawie wytycznych WADA. Żeby było śmieszniej, kilka tygodni temu, inny zestaw członków MKOl był częścią konferencji antydopingowej organizowanej przez WADA i mającej na celu zwiększenie dotacji dla organizacji. Nie chodzi tylko o technologiczne dogonienie oszustów – także o łatwiejszą współpracę z tymi, którzy odważają się mówić prawdę, większe możliwości śledcze przedstawicieli WADA. Brzmi rozsądnie? Nie dla MKOl, które na konferencję w Montrealu zaprosiło tylko prezydenta WADA Craiga Reddie, który jest także ważnym członkiem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

Christiane Ayotte, dyrektor akredytowanego przez WADA laboratorium w Montrealu, prezydent ogólnoswiatowego stowarzyszenia laboratoriów antydopingowych, nie ma wątpliwości, że MKOl niespecjalnie zależy na rozwoju WADA. „ Jakie są plany? Jakie są cele? Może warto stworzyć wspólny front? MKOl to grupa ludzi, która zaczyna się interesować dopingiem co dwa lata, kiedy są igrzyska olimpijskie. Reszta ich nie obchodzi, a dla nas walka z dopingiem to codzienność” – mówi Ayotte, przypominając, że WADA jest w połowie finansowana przez MKOl, a w połowie z funduszów rządów krajów członkowskich.

Nie tylko Ayotte sugeruje, że tutaj jest podstawowy problem, ale druga strona ma... całkowicie odmienny punkt widzenia. Prezydent Międzynadowego Komitetu Olimpijskiego Thomas Bach obarcza właśnie zbyt wolne działanie WADA w kwestii skandalu antydopingowego związanego z reprezntacją Rosji na igrzyska w Rio de Janeiro, takie samo zdanie ma członek Komitetu Wykonawczego MKOl, Juan Antonio Samaranch Jr. „Jesteśmy bardzo krytyczni wobec WADA i tacy pozostaniemy. To oni są odpowiedzialni za to, co dzieje się w międzynarodowych laboratoriach, ale ich placówki w Moskwie i Soczi były jak Sodoma i Gomora” – powiedział Samaranch Jr. „Jesteśmy zaniepokojeni faktem, że  rola i znaczenie WADA jest coraz bardziej pomniejszane przez MKOl” – mówi Ayotte. „MKOl musi stać się aktywną częścią rozwiązania problemu dopingu, a nie przez ciągłe bagatelizowanie, umniejszanie problemu tylko powiększa kryzys” – głosi część listu otwartego Instytutu Narodowych Organizacji Antydopingowych.  MKOl działający zgodnie z logiką?  Na to nie ma co liczyć. 

Friday, September 30, 2016

Zwrot w sprawie Derricka Rose: Gwałt czy seks? Koniec anonimowości



Czwartego października, prawie dokładnie wraz z rozpoczęciem sezonu przygotowawczego National Basketball Association, szefowie New York Knicks nie chcą mieć na głowie tematu z koszykówką zupełnie nie związanego. Tego dnia ma rozpocząć się proces Derricka Rose, oskarżonego o współudział w gwałcie zbiorowym. W ostatnich 24 godzinach, po decyzji sędziego, wiadomo, że obie strony idą na całość.
Wszystko na widok publiczny?

W ostatnich tygodniach, adwokaci oskarżającej, 30-letniej kobiety robili wszystko by sprawa stała się jak najbardziej publiczna. W całej serii wywiadów, kobieta ze szczegółami opisywała, jak Rose, jej były kochanek, wspólnie z dwoma kolegami pozbawił ją przy użyciu narkotyków przytomności, by póżniej włamać się do jej mieszkania w Los Angeles i ją zgwałcić.  Zapytana przez dziennikarzy, dlaczego czekała z oskarżeniami prawie trzy lata – rzekomy gwałt miał miejsce w sierpniu 2013 roku – anonimowa kobieta odparła, że „nie chciałam by wszyscy patrzyli na mnie, jak na kogoś, kto jest już w pewien sposób zniszczony, „zbrudzony”. Wplątywać w sprawę mojej rodziny”.
Zdaniem obrońców byłego Najbardziej Wartościowego Gracza (MVP) NBA, wszystkie wywiady mają na celu wywarcie dodatkowej presji na Rose, zmuszeniu go do zawarcia lukratywnego dla niej,  polubownego porozumienia z oskarżającą. Przypomnijmy, że kobieta żąda w procesie cywilnym odszkodowania w wysokości 21,5 miliona dolarów, zaś jej adwokaci nie wykluczają także pozwu kryminalnego, który – w razie skazania – miałby dla Rose’a konsekwencje znacznie poważniejsze niż „tylko” miliony.
Koniec anonimowości, miliony za milczenie?
Wszystko zmieniło się w  ciagu ostatnich 24 godzin, kiedy sędzia federalny Michael W. Fitzgerald zadecydował, że 30-letnia oskarżająca nie ma już prawa do pozostawania anonimową, i że jej nazwisko może być ujawnione wraz z rozpoczęciem procesu. Obrońcy rozgrywającego Knicks już wcześniej sugerowali, że ujawnienie nazwiska pozwoli wykorzystać w trakcie procesu  własne zdjęcia i opinie publikowane na portalach społecznościowych przez oskarżającą. Zdaniem obrony, wynika z nich wyraźnie, że kobieta sama chętnie inicjowała spotkania z mężczyznami, „nie mając także obiekcji do większej liczby partnerów”.

Zdaniem komentatorów sądowych, taka decyzja sędziego tylko przyspieszy podjęcie ugody pozasądowej pomiędzy Rose i oskarżającą. Ze względu na brak anonomowości, na pewno cena ugody sugerowana przez oskarżycieli spadnie, ale dla obu stron wybór jest prosty. Rose będzie mógł starać się odnowić swoją karierę w Knicks, a kobieta, której oskarżenia przez dwa lata nie były uznane przez policję w Los Angeles za wiarygodne, uniknie publicznego rozgłosu. Ze sprawiedliwością – jak zwykle w takich przypadkach – nie będzie to miało wiele wspólnego.

Najlepsi sezonu 2016/2017 w NBA: znów bez Bulls, Knicks i Lakers




24 godziny temu, w klubach National Basketball Association rozpoczęły się oficjalne obozy treningowe przed kolejnym sezonem najlepszej koszykarskiej ligi świata. Bukmacherzy z Las  Vegas mają więc po raz kolejny szansę udowodnić, że na baskecie znają się tak samo – a może i lepiej – niż dziennikarze piszący o tym sporcie. Oto ich – czasami brutalne - typy na nadchodzący sezon 2015/2016.
Bukmacherzy z Las Vegas przewidują bardzo interesujące rozgrywki, ale nie zmianę warty na koszykarskim szczycie. Oprócz uznanych firm, jak Golden State, Cleveland czy San Antonio, do pierwszej piątki dołączyła drużyna z Bostonu. Celtics to zdaniem specjalistów jedyny klub, który jest w stanie zagrozić Cavaliers w drodze do finałów NBA. Nie ma dobrych wiadomości dla kibiców New York Knicks (doszli Derrick Rose, Yoakim Noah) czy wzmocnionych Dwyane Wade Chicago Bulls. Oba kluby mają według ocen bukmacherów nie wygrać więcej niż 38 meczów, walcząc tylko o udział w NBA playoffs a nie odegranie w nich znaczącej roli. Jeszcze gorzej muszą się czuć kibice Los Angeles Llakers – według Las Vegas kolejny fatalny sezon i zaledwie 24 wygrane mecze w sezonie zasadniczym!
Największe szanse na mistrzostwo NBA (kolejność zakładów): 1. Golden State Warriors, 2. Cleveland Cavaliers, 3. San Antonio Spurs, 4. Boston Celtics, 5. Los Angeles Clippers
Najmniejsze szanse na mistrzostwo NBA: Brooklyn Nets, Phoenix Suns, Filadelfia 76ers, Sacramento Kings, Denver Nuggets. W przypadku każdego z tych klubów, w razie zwycięstwa kasyno wypłaca 50 tysięcy dolarów…za dziesięć postawionych dolarów.
Mistrzowie Konferencji Wschodniej: 1. Clevaland Cavaliers, 2. Boston Celtics, 3. Toronto Raptors, 4. Atlanta Hawks, 5. Chicago Bulls.
Mistrzowie Konferencji Zachodniej: 1. Golden State Warriors. 2. San Antonio Spurs, 3. Los Angeles Clippers, 4. Oklahoma City Thunder, 5. Minnesota Timberwolves.
Debiutant Roku: 1. Ben Simmons (Filadelfia 76ers), 2. Brandon Ingram (Los Angeles Lakers), 3. Kris Dunn (Minnesota Timberwolves)
MVP sezonu 2016/2017: 1. Russell Westbrook (Oklahoma City Thunder), 2. Stephen Curry (Goladen State Warriors), 3. LeBron James (Cleveland Cavaliers), 4. Kevin Durant (Golden State Warriors), 5. Anthony Davis (New Orleans Pelicans)
Liczba wygranych meczów w sezonie zasadniczym – liderzy: 1. Golden State Warriors – 66, 2. Cleveland Cavaliers – 56, 3. San Antonio Spurs – 56, 4. Los Angeles Clippers – 53, 5. Boston Celtics – 51
Liczba wygranych meczów w sezonie zasadniczym – outsiderzy: Brooklyn Nets – 20, 2. Los Angeles Lakers – 24, 3. Phoenix Suns - 26