Sunday, March 20, 2016

“Chill” Wilson, trener Palaciosa: “Gdzie w Krakowie można oblewać zwycięstwo?”


“Oczywiście spodziewamy się, że Cieślak ruszy jak szalony, będą leciały bomby… ale co się stanie, jak będzie trafiał powietrze i się zmęczy? Jesteśmy gotowi na dziesięć rund szybkiego tempa. Nie na jedną czy dwie rundy. To Cisco będzie dyktował to, co się będzie działo między linami. To będzie jego ring” – mówi Anthony “Chill” Wilson, trener Francisco Palaciosa (23-3, 14 KO), dwukrotnego predentenda do tytułu mistrza świata wagi junior ciężkiej przed walką z Michałem Cieślakiem (11-0, 7 KO) na gali Polsat Boxing Night 5, już 2 kwietnia w Krakowie. 

-          Dwa tygodnie do walki Francisco Palaciosa z Michałem Cieślakiem – ciągle jesteś taki pewny zwycięstwa Czarodzieja?

Anthony “Chill” Wilson: Jestem pewien bo ma w narożniku znakomitego trenera – mnie. Ten chłopak nie ma żadnego doświadczenia, nigdy nie walczył z pięściarzami formatu “Cisco”. Możemy walczyć zaraz. Nie potrzebuję nawet tych dwóch tygodni do Krakowa. Palacios miał wczoraj 91 kilogramów. To nie to, że niedoceniamy Cieślaka albo przeceniamy Palaciosa – ten chłopak z Polski ma za mało walk na taką walkę. Czego mógł się nauczyć sparując z Adamkiem? Pewnie tego, jak przyjmować ciosy, bo pewnie Adamek go obijał. Adamek, który nie wiem w czym miał przypominać sposób w jaki bije się Cisco. Wszyscy wiemy o co chodzi – ekipa Cieślaka opiera się na ostatniej walce Palaciosa. To głupota. I oczywiście jestem z tego zadowolony.

-          Zarówno  Michał, jak i jego trenerzy są przekonani, że Palacios nie wytrzyma siły  jego uderzeń. Że Francisco nie wytrzyma ciągłych ataków.


AW: Wiem. Nie rozumieją podstawowej sprawy – chcą szybkości przeciwstawić siłę. Szybkości przeciwstawiasz szybkość. Szybkość zabija. Oczywiście spodziewany się, że Cieślak ruszy jak szalony, będą leciały bomby… ale co się stanie jak będzie trafiał powietrze i się zmęczy? My jesteśmy gotowi na 10 rund szybkiego tempa. Nie na jedną czy dwie rundy. To Cisco będzie dyktował to, co się będzie działo między linami. To będzie jego ring. Nie jestem przemądrzały, tylko pewny siebie. Palacios słucha moich wskazówek, trenuje dokładnie według planu. Wszystko jest na swoim miejscu.  Jak Cieślak wytrzyma presję takiej wielkiej gali? Jak “pęknie” psychicznie, jak walka nie będzie taka jak sobie wymyślił, to jest po nim. Zdajesz sobie z tego sprawę, że atmosfera wielkich walk napędza Francisco? On tym żyje. A Cieślak? On na razie nic nie wie na ten temat. Jakie są dobre miejsca w Krakowie na oblewanie zwycięstwa?

Saturday, March 19, 2016

Ronnie Shields: “Eric może znokautować Tomka”



“Eric Molina to jedna z najtrudniejszych walk, jakie Tomek Adamek mógł sobie wybrać na powrót do elity. Tak naprawdę, to nie wiem czym kierował się wybierając za przeciwnika kogoś, kto ma realne szanse  go znokautować” – mówi o  głównej walce Polsat Boxing Night w Krakowie były trener “Górala”, a dziś Artura Szpilki – Ronnie Shields. Ronnie ma na poparcie swoich trochę szokujących słów argumenty, rzucając przy okazji naszej rozmowy “ostrzeżenie” dla Artura Szpilki. 

-          Zanim o Adamek – Szpilka: jak dajesz sobię radę bez Artura Szpilki?

Ronnie Shields: Różnica jest tylko taka, że go codziennie nie widzę…ale codziennie dzwoni. Nie może się doczekać powrotu do Houston, który wstępnie planujemy na maj. Najważniejsza będzie jednak rehabilitacja – wolę poczekać dłużej niż wypuścić go na ring za wcześnie. Są też inne, nie mające nic wspólnego z czekaniem na to, aż ręka bedzie powody.

-          Jakie?

RS: Szpilka mógłby na razie wrócić na ring w kategorii super ciężkiej – gdyby taka była. Wiem, ile mu kilogramów przybyło, ale nie mam  pojęcia dlaczego pięściarze sami sobie tak utrudniają życie. Wracają na treningi z wielką nadwagą, a później pytają się: ”Trenerze, dlaczego jestem taki wolny?” – nie wypuszczę Pina do walki dopóki nie będzie  na 100 procent gotowy. Niech lepiej już teraz zaczyna zrzucać wagę. Bo ja będę w Stafford brutalny. Kocham swoich pięściarzy – ale niańką nie jestem.

-          Adamek kontra Molina: jesteś w unikalnej sytuacji, bo trenowałeś Tomka podczas jego najlepszej walki w wadze ciężkiej, z Chrisem Arreolą, a z drugiej strony bardzo niedawno miałeś Molinę jako jednego z głównych sparingpartnerów Artura Szpilki.

RS: Erik Molina to jedna z najtrudniejszych walk, jakie Tomek Adamek mógł sobie wybrać na powrót do elity. Tak naprawdę, to nie wiem czym kierował się decydując się na  przeciwnika który… ma realne szanse go znokautować. To bardzo prawdopodobne zakończenie tej ryzykownej walki.

-          Słowa trochę szokujące…

RS: Już uzasadniam. W 99 przypadkach na 100, walka na swoim terenie, to plus. Ale Adamek kontra Molina to jest jeden z tych przykładów, kiedy tak nie będzie. Tomek będzie chciał – musiał – pokazać ofensywny boks, bo tak obiecuje. Walczy przed swoimi rodakami - to pięściarza zawsze napędza. Nic lepszego dla Erica Moliny – jednego z najbardziej myślących, sprytnie kontrujacych pięściarzy wagi ciężkiej jakich znam. Widziałem to podczas sparingów ze Szpilką. Niby nic się nie dzieje, Molina udaje, że się tylko broni… i nagle leci nie jeden cios, ale seria bomb.

-          Tomek to pięściarz, który potrafi przyjąć… i oddać.


RS: Każdy  cios Moliny waży. Adamka nie bardzo. Do tego Tomek stał się zawodnikiem bardzo defensywnym, więc nie bardzo wiem, czym może zrobić krzywdę Molinie. Będzie potrafił zmianiać tempo?  Bo Molina to potrafi. Oczywiście wszystko o czym mówimy, to przy założeniu, że Eric będzie naprawdę dobrze przygotowany do tej walki -  a słyszę, że tak właśnie jest.  Adamek musi zrobić walkę nudną, musi zmusić Molinę do tego, by atakował, bo sam zawsze najlepiej czuł się przechodząc z defensywny do kontrataku. Powtarzam - nie  jestem przekonany, czy jeszcze to potrafi. Każda inna taktyka będzie idealna dla Moliny. Stąd moja opinia.  

Cunningham o Głowackim: “Ma pianę na ustach, chce mnie dopaść”



Były piękne dziewczyny reklamujące piwo “Corona” , dobre steki w jednej z lepszych restauracji Nowego Jorku, a przede wszystkim pięściarze wystepujacy w głównych rolach gali 16 kwietnia w Barclays Center na nowojorskim Brooklynie. Errol Spence Jr, Chris Algieri, Marcus Browne i najbardziej nas interesujacy Steve Cunningham - prawie wszyscy. Zabrakło jednego z głównych aktorów widowiska, które będzie pokazywane przez ogólnoamerykańską stację NBC – mistrza świata  WBO, niepokonanego na zawodowych ringach Krzyśka Głowackiego. “Główka” przed pierwszą obroną tytułu spokojnie trenuje w rodzinnej Polsce…

Steve Cunnigham, zwykle z szacunkiem wypowiadający się o rywalach ( z wyjatkiem Antonio Tarvera) tym razem był raczej bojowy, przypominając, iż żadnego wyzwania się nie boi. “Wygrałem oba moje mistrzowskie tytuły poza USA. Pięściarze jak Głowacki wychowali się na moich walkach, oglądając je za Oceanem. Wiem, że ma on ma pianę na ustach chcąc mnie dopaść. Czasami to, co chcesz zjeść, jest niekonieczne dla ciebie dobre – zamierzam przyprawić go o poważne bole brzucha” – mówił “USS” Cunningham podczas spotkania w  Gallagher Steakhouse na Manhattanie. Oto pozostała część wypowiedzi Cunninghama na nowojorskiej konferencji prasowej.

 “To będzie na pewno dobra walka. Zawsze walczę inteligentnie, zawsze jestem gotowy do walki. Reszta czterdziestolatów będzie zazdrosna, kiedy pokaże co potrafię. Będę gotowy psychicznie, duchowo i fizycznie. Jestem gotowy walczyć wszędzie, w każdym otoczeniu. Moja pierwsza obrona tytułu była przeciwko Marco Huckowi, w jego rodzinnym mieście. Poszedłem do jaskini lwa. Wszystko zależy od doświadczenia – mam go bardzo wiele, mam wiedzę i to pomaga mi w ringu.

To zaszczyt walczyć na gali z takimi pięściarzami jak Errol Spence Jr czy Chris Algieri. Widziałem, jak ciężko pracują. Widziałem Errola na Igrzyskach, walczyłem podczas tych samych wieczorów, kiedy bił się Algieri. Fantastyczna rzecz być cześcią takiej gali. Walka jest walką. Wiek nie ma dla mnie znaczenia. Jedyna rzecz, która jest ważna, to twój rywal. Kiedy wchodzisz na ring z dobrą taktyka, przeciwnik znaczu coraz mniej - zaczynasz go przełamywać.

Kiedy rozpocząłem karierę, motywacją było zapewnienie bytu dla mojej rodziny. Ale moja motywacja ciągle ulega zmianie. Wierzę, że urodziłem się do walki. Uwielbiam ciężkie treningi, doprowadzanie mojej psychiki i ciała do skraju możliwości. Przede wszystkim lubię wyzwania. Jestem pięsciarzem wagi junior ciężkiej – trenuję zawwsze przez 7-8 tygodni, ale na sali treningowej jestem zawsze.  Mój zespół robi wszystko, żebym najlepszy był w dniu walki. Trenuję w Filadelfii, mieszkam w Pittsburghu. W Filadelfii zawsze najlepiej mi się pracuję, dlatego teraz tam się przygotowujemy. To perfekcyjne miejsce na treningi przed tą walką”.


Eric Molina: “Nie wierzę w szybkość Adamka”



“Pięć lat temu bym z Adamkiem przegrał. Ale to nie 2010, tylko 2016 rok. Jeśli będzie tak dobry jak z Arreolą, to z nim nie wygram. Ale kto w to wierzy? Zresztą nie ograniczajmy się tylko do Adamka. Biorąc pod uwagę moją formę, wygrałbym wsród elity wagi ciężkiej nie tylko z Adamkiem” – mówi Eric Molina (24-3, 18 KO), który w głownej walce wieczoru piątej edycji Polsat Boxing Night w Krakowie, już 2 kwietnia walczyć będzie chciał pokonać Tomka Adamka (50-4, 30 KO)


-          Przygotowania do walki z Tomkiem Adamkiem na finiszu. Wszystko w Teksasie według planu?

Eric Molina: Zostało dwanaście dni podporządkowanych jednemu celowi – być na 100 procent gotowym na Adamka 2 kwietnia. 25 marca wylatujemy z całą ekipą do Polski, następnego dnia chcę już być w Krakowie.  Ostatnie sparingi, docieranie paru niespodzianek nad którymi pracujemy. I najważniejsze – zdrowie, samopoczucie, wszystko jest OK. Jak Bóg pozwoli, do delecimy do Polski cali i zdrowi, w taki sam zakończę walkę.

-          Jak chciałbyś skomentować słowa Ronnie Shieldsa, który widzi w Tobie faworyta pojedynku z Adamkiem?

EM: Ronnie Shields to mądry, inteligentny człowiek… Widzi parę rzeczy, które w tej walce mogą działać na moją korzyść, ładnie to wszystko  uzasadnia… ale nie powiem, że ze wszystkim co mówił w wywiadzie zgadzam się z nim na 100 procent. Przez całą moją karierę, jedno można zawsze o mnie powiedzieć – jestem pięściarzem nieprzewidywalnym. Z każdym staram się walczyć inaczej niż sie po mnie oczekuje. Ronnie próbuje przewidzieć ale nie wie, co zrobię w ringu. To samo Adamek, jego trenerzy – coś może im się wydawać, ale nie wiedzą. Czuję się bardzo pewny siebie. Wracając do słów Shieldsa – jestem silniejszy, biję mocniej niż Adamek, który rzeczywiście bardzo ryzykuje.

-          Nie zdradzając taktyki, patrząc tylko na publikowane zdjęcia, można się domyślać, że Tomek stawia na szybkość. Trenuje przede wszystkim z zawodnikami z junior ciężkiej.

 EM: Widzę te zdjęcia, nie zwracam specjalnej uwagi na jego przygotowania. U mnie sparingach są szybcy, wolni, silni – nawet czasami sparuję z trenerem. Nie wierzę w jeden kierunek przygotowań. Będzie mieszanka szybkości, siły, taktycznego boksu. Szczerze? Nie wierzę w tę jego szybkość. Pięć lat temu bym z Adamkiem przegrał. Ale to nie 2010, tylko 2016 rok. Jeśli będzie tak dobry jak z Arreolą, to z nim nie wygram. Ale kto w to wierzy? Zresztą nie ograniczajmy się tylko do Adamka. Biorąc pod uwagę moją formę, wygrałbym wśród elity wagi ciężkiej nie tylko z Adamkiem. Wziąłem walkę tak daleko od domu, żeby pokazać wszystkim co potrafię. Adamek jest ósmy na liście WBC – łatwo policzyć, że po efektownej wygranej przynajmniej wskoczę na jego miesce. To samo będzie w IBF, bo walczymy o pas tej organizacji. Jadę do Polski, żeby być bliżej kolejnej szansy na zostanie pierwszym meksykańskim mistrzem świata wagi ciężkiej.

-          Zadzwonisz do Artura Szpilki, pytając jak bić się z Adamkiem?

EM: Na pewno nie.  Nie mam nic do niego, pełen szacunek ale Artur nie pomoże mi w walce z Adamkiem. Bo jest innym pięściarzem  niż ja, a przede wszystkim  dlatego, że u mnie wszystko zależy od nastawienia psychicznego. Ja wygrywam walki myśleniem w ringu. Tak będzie w Krakowie.  

-          Ostatnie, nie związane z Polsat Boxing Night w Krakowie pytanie: Wilder czy Povetkin? Walczą w Moskwie.


EM: Deontay da sobie radę… Na początku walki może mieć jakieś stylowe problemy z Powietkinem, ale szybko go rozpracuje. Wilder jest pod tym względem niedoceniany – dużo widzi, myśli w ringu.    

Thursday, March 3, 2016

Adamek: "Nie będzie walki na minimum ryzyka"



"Chciałbym nie tylko wygrać - napisz, bo to jest ważne. Chcę, żeby kibice w Polsce zapamiętali, że był taki mały Adamek, który wychodził i chciał się bić. Kariera się kończy, nie ma się co oszczędzać. Nie będzie walki na minium ryzyka, po to by tylko "wypykać" Molinę. Obiecuję" - mówi były mistrz globu dwóch kategorii wagowych, Tomasz Adamek na miesiąc przed walką z Ericem Moliną w głównej walce wieczoru Polsat Boxing Night w Krakowie. Jest też Kuba Chycki i krótki komentarz Mateusza Borka...

Tomasz Adamek: Umowa z Polsatem była jasna: przyjmę walkę z każdym pięściarzem

- Zanim  zaczniemy o Tobie: Francisco Palacios, który dowiedział się, że dziś będziemy rozmawiać prosił, żebyś nie rozbił za bardzo Michała Cieślaka...

Tomasz Adamek: Nikt nikogo nie będzie rozbijał. Pracujemy z wspólnie z Michałem nad tym, żeby się jak najlepiej przygotować do walk na 2 kwietnia.  Wszystko jest dobrze - właśnie zaczęliśmy. To są sparingi. Prawdziwa robota jest w ringu. Pozdrowienia dla Wizarda.

-  Dziennikarze amerykańscy z którymi rozmawiam o walce z Moliną, zastanawiaja się jakiego Adamka zobaczymy na Polsat Boxing Night. Ja się zastanawiam, kiedy wrócił ten ogień, chęć do ciężkiej pracy.

TA: Przed Saletą, ale tak naprawdę na piewszym obozie z Kubą Chyckim, kiedy zdałem sobie sprawę z tego, ile mogę jeszcze z siebie wydusić. To był przełomowy moment. Bez tego nie byłoby walki z Moliną.

- Była krytyka tego w jaki sposób przygotowywałeś się do poprzednich walk. Tych w USA, a także tej z Arturem Szpilką.

TA: Chyba zrozumiałem, że im człowiek starszy, tym trzeba mocniej trenować...

- ...ale jak rozmawialiśmy krótko po walce z Arturem, nic nie wkazywało na to, że jeszcze zobaczę Ciebie w poważnej walce w ringu. Byłeś zrezygnowany, jakby pogodzony z faktem, że to już koniec kariery.

TA: Tak się wtedy czułem. Ale kiedy po walce z Przemkiem już wiedziałem, że to wszystko co zrobiłem na pierwszym obozie z Kubą przełożyło się na to, co potrafiłem zrobić w ringu, to był już nowy Adamek.

- Poprzeczka z walki z Saletą nie da się porównać do poziomu, który musisz osiągnąć by wygrać z Erkiem Moliną. Po Szpilce, cytuję, mówiłeś: "Głowa wiedziała co robić. Ciało nie chciało". Teraz będzie?

TA: Pierwsza część pytania - oczywiście - i o to chodzi! To kolejny test, a na małe kroki nie mam już czasu. Dlatego jest od razy człowiek z pięściarskiej czołówki. Ja na wyżyny muszę iść jak najkrótszą drogą. Najtrudniejszą, ale takie jest życie. Wiem, że niektórzy znowu powiedzą, że Adamek ciągle o tym samym, ale taka jest prawda - żebym nie wiadomo jak dobrze trenował w Łomnicy, to weryfikacja i tak nastąpi drugiego kwietnia w Krakowie. Na razie (odpukać)  - nie może być lepiej. Wiem też, że, możesz mieć najlepszy obóz na  świecie i... przegrać. Ja na razie mam najlepszy na świecie i chcę wygrać.

- Słyszę, że masz tylko osiem procent tłuszczu...

TA: Nieźle jak na starego chłopa, no nie? Nie będzie wstyd się rozebrać przed ludźmi. To taki bonus ciężkiej pracy w Osadzie Śnieżka.

- Z licznej grupy nazwisk, które były brane pod uwagę - czy miałeś prawo weta, czy przy którymś powiedziałeś "NIE"?

TA: Nigdy. Umowa z Polsatem była jasna: przyjmę walkę z  każdym pięściarzem, który gwarantuje mi awans w rankingach. Zbliżenie się do walk o wszystko. Nazwisk było kilkanaście. Wiem, że niektórzy nawet nie chcieli rozmawiać. Ja czekałem. Chciałem tylko wiedzieć jak najszybciej, bo obóz był już przygotowany przez Matiego. Sugerowałem tylko, żeby brać kogoś, kto nie unika walki, tylko chce się bić bo to przecież PPV i ludzie chcą dostać dobrą walkę za swoje pieniądze. To wszystko. Styl robi walkę, a Polsat Boxing Night to dla Polaków coś specjalnego. Powtarzam: nie miałem żadnych personalnych sugestii, z kim chce, a z kim nie chcę się bić. Polsat miał wolną rękę w wyborze rywala.

- Ma jakieś znaczenie fakt, że walczysz z pięściarzem Dona Kinga? Tego samego, z którym zaczynałeś, zdobyłeś tytuł WBC w pierwszej walce w USA?

TA: To robota, nie zwracam na takie rzeczy  uwagi, bo z Kingiem nie będę się bił, tylko z Moliną. Dona serdecznie pozdrawiam, doceniam to, co dla mnie zrobił po przylocie do Stanów Zjednoczonych.

- Jest to, co lubisz - wzajemny szacunek. Eric z jednej strony mówi, że chce Ciebie zniszczyć w ringu, ale z drugiej podkreśla  Twoje umiejętności, docenia sukcesy.

TA: Tak zawsze powinno być. To nie powinno być odstępstwo od reguły, tylko codzienność. Po co się obrażać, skoro i tak wszystko, co mamy sobie do powiedzenia wyjdzie na ringu? Chciałbym nie tylko wygrać - napisz, bo to jest ważne. Chcę, żeby kibice w Polsce mnie zapamiętali, że był taki mały Adamek, który wychodził i chciał się bić. Kariera się kończy, nie ma się co oszczędzać. Nie może być tak, że wygrywam walkę, a ludzie mówią, że Adamek wychodzi,  żeby tylko zabrać pieniądze. Tak nigdy nie było i tak nie będzie w Krakowie. Nie będzie walki na minium ryzyka, po to by tylko "wypykać" Molinę. Obiecuję.

Kuba Chycki: Moje opinie o Adamku są wynikiem tego, co pokazuje nauka.

- Masz jakiś punkt odniesienia z przeszłości Tomka, według którego oceniasz to, co fizycznie potrafi w marcu 2016 roku?

Kuba Chycki: Nie. Mnie interesują tylko liczby i aktualna wyniki badań. Czyste liczby. Obracam się w kręgu rzeczy, które są przewidywalne. Nie ma u mnie miejsca na jakieś losowe przewidywania - jest nauka, która stanowi podwalinę wszystkiego co wspólnie robimy. Ciało Adamka stać na bardzo wiele. To się ma przełożyć na maksymalne zwiększenie szansa na wygraną z Erikiem Moliną. Dalej w przyszłość nie patrzymy.

- Da się porównać przeciętnego czterdziestolatka, który chodzi dwa razy w tygodniu poćwiczyć. prowadzi zdroway tryb życia do czterdziestolatka z Gilowic?

KC: Nie da się tego porównywać, bo Adamek jest zawodowym sportowcem, wiec możliwości jego ciała są dużo większe - wprost skrajne, bo chodzi o boks.  Porównując jego motorykę - lepsza od niejednego 25-latka. Teraz udało nam się te parametry fizczne wnieść na wyżyny i miejmy nadzieję, że one pomogą Tomkowi w realizacji całego planu walki.

- Miałeś wolność decyzji - mogłeś, po badaniach, czy w trakcie przygotowań powiedzieć: "Tomek, dajmy sobie spokój. Nie damy rady". Walki by nie było.

KC: Oczywiście. Mówiłbym o tym głośno. Powiedzmy o bardzo ważnej rzeczy - opinię "pracujemy dalej bo jest dobrze", albo "to nie ma sensu" mogłem wydać... bo były pieniądze, żeby taką lub inną diagnozę można było przedstawić. Były pieniądze na badania, testy, sprzęt diagnostyczny. To kluczowa sprawa, na której opieramy nasz trening. Moje opinie są wynikiem tego, co pokazuje nauka.

- Wiemy, że psychika, ringowy spokój czy doświadczenie Tomka, to ciągle ringowa elita. Jest na Tobie ekstra presja, bo znak zapytania istnieje "tylko" jeśli chodzi o jego przygotowanie fizyczne, wydolnościowe?

KC: Całe przygotowania Tomka traktuję bardzo emocjonalnie. Nie będę tego ukrywał. Moje zaangażowanie w pracę z Tomkiem bezwzględne - robię wszystko, czego doświadczyłem, czego się nauczyłem.  Drugiego kwietnia to będzie dla mnie wielkie przeżycie. Tak, jakbym był na ringu.

"Warunki są  świetne. Wyniki badań są doskonałe. Sparingpartnerzy są wartościowi, mocni i odporni. Ale sport jest dlatego piękny, że jest nieprzewidywalny" - podsumowuje rozmowy z Adamkiem i Chyckim Mateusz Borek, człowiek z pierwszej linii frontu wszystkiego, co jest związane z piątą edycją Polsat Boxing Night. "Można wszystko zrobić dobrze, nawet bardzo dobrze... i przegrać. Zwłaszcza w takiej dyscyplinie jak pięściarstwo zawodowe, waga ciężka. Może się drugiego kwietnia okazać, że Tomek stoczył o jedną walkę za dużo. Może się też okazać - i na to wszyscy liczymy - że Tomek ponownie odnalazł w sobie pasję, wielką formę i że będzie błyszczał. Tego nie wiemy".

Przemek Garczarczyk

Tuesday, February 16, 2016

NBA All Star Game: Zachód wygrał… przy reklamowej kasie

    Source: Forbes

Mamy za sobą 65. Mecz Gwiazd NBA, który niestety coraz mniej przypomina mecz, zamieniając się tylko w już tylko reklamowy show najlepszych koszykarzy świata. Zdaniem binzesowego “Forbesa”, niewiele jest dyscyplin sportowych, w której lepiej sponsorom inwestować, więc przy okazji spotkania w Toronto, zaprezentowali własną Reklamową Drużynę Gwiazd NBA.  Przy kasie koszykarze Zachodu też wygrali - mają trzech koszykarze w pierwszej piątce najlepiej zarabiających “Forbesa”:


  1. LeBron James (Cleveland Cavaliers): roczne zarobki reklamowe: 48 milionów dolarów. Główni sponsorzy: Nike, Samsung, Coca-Cola, Tencent, Kia Motors, Beats by Dre. Nike podwoiło wartość kontraktu z Jamesem, nagradzając go pierwszym w 44-letniej historii firmy dożywotnim kontraktem. W 2014 roku, Nike sprzedało sygnowanych nazwiskiem LeBrona trampek na sumę przekraczająca 340 mln dolarów, zaś rozpoznawalność Jamesa w USA przekracza 90 procent. Stawiając go to wśród aktywnych sportowców na drugim miejscu – za Tigerem Woodsem.
  2. Kevin Durant (Oklahoma City Thunder): 36 mln dolarów. Głowni sponsorzy: Nike, Beats by Dre, American Family Insurance, BBVA, Sonic, Panini. Przedłużony na nastepną dekadę kontrakt z Nike jest wart około 300 milionów. W 2015 roku, Durant wprowadził na rynek swoją własną kolekcję majtek, będac też pierwszym sportowcem, którego nazwisko wykorzystano w reklamach sieci fast-food - Sonic. Kontrakt z Thunder, kończy się dla Duranta po trwającym obecnie sezonie.
  3. Kobe Bryant (Los Angeles Lakers): 25 mln. Główni sponsorzy: Nike, Hublot, Alibaba, Panini. Kobe, którego kariera w NBA kończy się za kilka miesięcy, zrezygnował z większości kontraktów na rzecz udziałów w firmach. Ciągle doskonale zarabia dzięki Nike (partner od 2003 roku), a szefowie firmy z Oregon już myślą o wspólnych zarobkach po jego zejściu z parkietu, otwierając Kobe Inc. Dwie pierwsze duże inwestycje Bryanta to współfinansowanie napoju BodyArmor oraz strony internetowej “The Players Tribune”, publikującej własne artykuły gwiazd sportu.
  4. James Harden (Houston Rockets): 17 mln. Główni sponsorzy: Adidas, BBVA, Beats by Dre, Foot Locker, NBA2K, KT Tape. Harden zajął drugie miejsce w głosowaniu na Najbardziej Wartościowego Gracza (MVP) NBA, podpisując przy okazji trzynastoletni, warty nieco ponad 200 mln kontrakt reklamowy z Adidasem. Pierwsze z trampek sygnowanych jego nazwiskiem spodziewane są na rynku za kilka miesięcy. Harden, który ceni oryginalność, będzie zauważalny także w sklepach spożywczych. Firma Ferrera Trolli planuje wprowadzenie gum do żucia… inspirowanych brodą koszykarza Rockets. James wie, jak podnieść rozpoznawalność na rynku reklamowym – krótki romans z Khloe Kardashian bardzo mu w tym pomógł…
  5. Derrick Rose (Chicago Bulls): 14 mln. Główni sponsorzy: Adidas, Powerade, Giordano’s. Zanim Adidas podpisał kontrakt z Hardenem, szefowie niemieckiej firmy postawili wszystko na jedną kartę, pozyskując Derricka Rose. Pozycja Adidasa na rynku amerykańskim jest bardziej niż anemiczna, a zaoferowanie w 2012 roku najmłodszemu w historii NBA MVP kontraktu wartego 185 mln miało to zmienić. Plan okazał się wielkim niewypałem – z powodu kontuzji Rose nie grał w ciągu ostatnich trzech lat w ponad 60 procentach meczów Chicago Bulls. W 2014 roku, sprzedaż sygnowanych nazwiskiem Rose’a trampek spadła o 20 procent.

Monday, February 15, 2016

Dziennikarze w USA - rekord Warriors: tak czy nie?

    Fot: NBA.com

Czy Golden State Warriors pobiją rekord Chicago Bulls i wygrają 73 meczów sezonu zasadniczego National Basketball Association? Statystyka zdaje się wskazywać, że rekord 72 zwycięstw Byków padnie, choć dziennikarze piszący o najlepszej lidze świata nie wierzą.  Pięciu reporterów “Sports Illustrated” i pięć takich samych opinii: byłoby pięknie, ale… 73 zwycięstw nie będzie. Przeczytajmy dlaczego.

Lee Jenkins: NIE
Skończy się na 70 zwycięstwach, bo Warriors przegrają ze zmęczeniem. I nudą. Granie na takiej szybkości, przez tak długo, tak bezbłędnie, musi się kiedyś skończyć. Będą teraz grali z zespołami, których jedynym zadaniem w tym sezonie będzie “ukradzenie” jednego meczu fenomenalnym Warriors, a ekipa Golden State zacznie juz myśleć o meczach na wiosnę. Podobnie jak robi to Gregg Popovich w Spurs, Steve Kerr zacznie oszczędzać swoich graczy, przygotowując ich do playoffs.

Ben Golliverm: NIE
Nie będzie rekordu, choć mówię o tym ze średnim przekonaniem… i chciałbym się mylić. Nic nie byłoby lepsze dla kibiców i NBA  niż pobicie rekordu Bulls z 1996 roku po latach, kiedy uważano, że ten wyczyn drużyny z Chicago jest nie do pobicia. Czekanie na to czy się Warriors uda czy nie, to wspaniała rzecz dla ligi. Wszyscy oglądają. 44 zwycięstwa i tylko cztery porażki to fenomenalny wyczyn, ale żeby dociągnąć do 73 zwycięstw, trzeba do końca sezonu wygrać 85 proc. meczów.  Trzeba będzie dać jakiś odpoczynek Steph’owi Curry czy Draymond’owi Greenowi. Dodajmy do tego jakąś wpadkę czy dwie, jakieś przegrane mecze z San Antonio czy Oklahoma City  Thunder i rekordu Bulls już nie dogonią.

Rob Mahoney: NIE
Oczywiście, że Golden State stać na taki wyczyn, ale trener Steve Kerr będzie myślał teraz w kategoriach obrony mistrzowskiego tytułu. Po co ryzykować kontuzje, skoro można szukać swojego miejsca w historii broniąc mistrzostwa NBA? Przyjdzie im cieszyć się z bycia jedną z najbardziej dominujących drużyn w historii NBA.

Matt Dolinger: NIE. 
Co jest bardziej znaczące – 73 wygrane mecze w sezonie zasadniczym, czy kolejny tytuł? Dla mnie to pierwsze, choć mam nadzieję, że Warriors będą chcieli zaliczyć to historyczne osiągnięcie. W NBA, 72 zwycięstwa Chicago Bulls to coś zupełnie wyjątkowego. Pamiętacie, kto był mistrzem w 2000 roku? Albo w 1990? Może tak, może nie, ale każdy wie, że Bulls wygrali 72 mecze. Mam nadzieję, że Warriors będą walczyć o ten record, choć nie zdziwię się, jeśli zamiast na kwietniu, będą koncentrować się na czerwcu.

Jeremy Woo: NIE. 
Pewnie, że może im się to udać, ale zbliża się wiele trudnych meczów. Takich dzień po dniu. Gdybym był Steve Kerr’em, to strategicznie dawałbym  swoim graczom trochę odpoczynku, zdając sobie sprawę, że Spurs będą robić to samo. Ale jeśli Warriors zaliczą kolejny dominujący sezon, to Jordan i Pippen mogą zacząć się pocić…


Przemek Garczarczyk