Thursday, March 19, 2015

JC Chavez Jr. training hard to fight Fonfara april 18th 2015

Prasa w USA po mistrzowskim tytule Jędrzejczyk: "Joanna Champion!"


"Joanna Jędrzejczyk może od dziś być oficjalnie nazywana Joanna Champion. Przed walką z Carlą Esparza mówiła, że nie ma znaczenia czy ktoś potrafi wymówić poprawnie jej nazwisko, bo po walce wszyscy nazywać ją będą Joanna Champion. Okazało się, że miała całkowitą rację! - tak zaczyna się komentarz Damona Martina, specjalisty MMA w FOX Sports o triumfie pierwszej polskiej mistrzyni świata Ultimate Fighting Championship - Joanny Jędrzejczyk.

Prasa w USA prześciga się w komplementach dla Polki - nie tylko z powodu zwycięstwa, ale fenomenalnego stylu w jakim zdominowała obrończynię tytułu w teksańskim Dallas. Joanna jest pierwszą dziewczyną z Europy, która zostałą mistrzynią świata UFC, i zaledwie trzecim zawodnikiem (Rutten, Arlowski w wadze ciężkiej)  ze Starego Kontynentu, któremu udało się osiągnąć tak wielki sukces.

FOX SPORTS: "Od połowy pierwszej rundy widać było rosnącą desparację Esparzy. Bezkutecznie próbowała zapasów, a uderzenia Jędrzejczyk  były coraz celniejsze. Była mistrzyni świata w Muay Thai zyskiwała na pewności siebie z każdym trafionym ciosem i kiedy ropoczęła się druga runda, wiadomo było, że pas mistrzyni zmieni właściciela. Jędrzejczyk była nie do powstrzymania -  ruszyła z ciosami na Esparzę by wreszcie  "złożyć" perfekcyjną kombinację , która rzuciła mistrzynię na siatkę klatki. Jędrzejczyk kontynuowała atak tak długo  aż Esparza padła i sędzia nie miał wyjścia, zatrzymując walkę zanim mogło dojść do kolejnych ciosów. Jędrzejczyk, pierwsza polska mistrzyni UFC, celebrowała zwycięstwo. "Mówiłam, że to zrobię i zrobiłam. Trenowałam tak ciężko, nikt nie wierzył w  moje umiejętności w zapasach. Nikt mi tego pasa teraz nie zabierze" - mówiła po walce.
Jędrzejczyk ma w karierze 9 zwycięstw i żadnej porażki. Będzie bardzo trudną przeszkodą dla każdej rywalki, która będzie chciała jej zabrać pas UFC w kategorii 115 funtów".

UFC: "Fani sportów walki lepiej niech się nauczą jak się wymawia nazwisko Joanna Jędrzejczyk, ponieważ ona nigdzie się nie wybiera" - pisze  na oficjalnej stronie UFC znakomity specjalista sportów walki, Thomas Gerbasi. "W jednej z dwóch głównych walk wieczoru podczas UFC 185 w Dallas, Jędrzejczyk została pierwszą Polską mistrzynią UFC zatrzymując w drugiej rundzie Carlę Esparza. (...) Od drugiej rundy sytuacja dla Esparzy wyglądała coraz gorzej, bo Jędrzejczyk karała ją ciosami za każdą próbę sprowadzenia jej do parteru. W połowie rundy wyglądało na to,że Joanna skończy ten show, bo Esparza była deklasowana w każdy możliwy sposób. Jędrzejczyk zrobiła to wreszcie w końcowej minucie serią niszczących ciosów, który zmusiły sędziego ringowego do zatrzymania walki".

YAHOO SPORTS: "Od pierwszej chwili, kiedy Joanna Jędrzejczyk zapracowała na szansę walki o tytuł, zapowiadała, że podniesie w górę mistrzowski pas. Dotrzymała słowa w sobotę w "America Airlines Center" w Dallas, niszcząc Esparzę w fenomenalnym stylu, w walce, w której Esparza nie miała nic do powiedzenia" - pisze Kevin Iole. "Precyzja  ciosów Jędrzejczyk, w połączeniu z jej umiejętnością blokowania prób Esparzy sprowadzenia jej do parteru, doprowadziły do łatwego zwycięstwa w UFC 185.

Sędzia Don Turnage wskoczył między zawodniczki w 4 minucie i 17 sekundzie drugiej rundy, ale jak to się skończy, wiadomo było już wcześniej.  Esparza nie miała odpowiedzi na mocne ciosy Jędrzejczyk, która łatwo radziła sobie z jej atakami. Jędrzejczyk, zawodniczka z Polski, stałą się dopiero trzecim Europejczykiem w historii  z mistrzowskim pasem UFC, dołączając do byłych mistrzów świata wagi ciężkiej - Ruttena i Arlowskiego.  (...)
Ktokolwiek będzie chciał zabrać jej tytuł, musi być bardzo, bardzo dobrze przygotowanym zawodnikiem. Po walce Esparza mogła tylko pogratulować Jędrzejczyk. "Chciałam walczyć na mój sposób i dziś przegrałam. Ona zrobiła znakomitą robotę" - powiedziała Esparza".


Przemek Garczarczyk

Ronda lepiej niż Floyd? 14 sekund za milion



Ronda „Rowdy” Rousey wygrała do tej pory wszystkie swoje walki przez nokaut, ale w sobotni wieczór w Los Angeles potrzebowała na zakończenie walki z Cat Zingano tylko czternastu sekund. Nikt w historii Ultimate Fighting Championship nie zrobił tego szybciej, a do tego z większym wdziękiem. Do trzech ról filmowych i rozbieranej sesji w „Sports Illustrated”, Rousey dodała jeszcze kawałek historii, stając się jedną z największych gwiazd UFC. I jedną z najlepiej opłacanych. Panów wliczając. Te czternaście  sekund w Los Angeles może być dla 28-letniej dziewczyny z Kalifornii warte prawie milion dolarów. I jak twierdzą specjaliści od marketingu – to dopiero początek.
14 sekund warte prawie milion?

Rousey walczy w UFC zaledwie dwa lata, ale oprócz swojej gwarantowanej wypłaty (65 tysięcy dolarów czyli mniej niż rywalka, która miała 100 tys.), Ronda zażądała od Dana White. prezydenta UFC  udziału w zyskach z pay-per-view. Liczyła na to, że jej popularność, znacznie wykraczająca poza UFC i MMA, zamieni się w pieniądze. Gdyby oceniać na podstawie liczby kibiców w „Staples Center” – ponad 17,5 tysiąca – i wpływów za bilety – 2,6 miliona dolarów,  ryzyko na pewno się opłaciło. Według wielu infornacji, umowa z UFC mówiła o 2 do 3 dolarów od każdego wykupionego abonamentu PPV jeśli liczba subsrybentów przekroczy 100 tysięcy.  „Prawie się nie zdarza, że walka trwa czternaście sekund, a kibice szaleją z radości na trybunach” – powiedział White. Ci, którzy przychodzą oglądać „Rowdy” Rondę, chyba dokładnie tego oczekują, bo jej trzy ostatnie walki w UFC trwały razem tylko... 96 sekund.

Rousey, która zanim zaczęła być największa gwiazdą UFC, zdobyła w 2008 roku na olimpiadzie  w Pekinie brązowy medal w judo. Była pierwszą Amerykanką w historii Igrzysk, której się to udało, a dziś przekazy PPV „Rowdy” sprzedaje łatwiej niż robią to jej koledzy. Te 2,6 mln dolarów zysku ze sprzedaży biletów to nie rekord, ale trzeba cofnąć się prawie dziesięć lat, żeby znaleźć większe pieniądze na jednej gali. W 2006 roku walka Matt Hughes – Royce Gracie przyniosła zysk z biletów nieco przekraczający 2,9 mln, czyli do tego rekordu też „Rowdy” niewiele zabrakło.   

 Kto następny?

„Potrzebuję zawodniczek, które będą w stanie z nią choćby nawiązać walkę” – martwi się dziś  Dana White. Bo Rousey nie wygrywa – Rousey niszczy rywalki, więc problemem numer 1 będzie odpowiedź na pytanie – kto następny. W kategorii wagowej Rondy są tylko trzy nazwiska, które niekoniecznie gwarantują równą walkę, ale mają sportowy sens. Holly Holm (8-0), Bethe Correia (9-0), Cris „Cyborg” Justino (11-0) z nikim jeszcze w MMA nie przegrały, ale to samo mogła o sobie jeszcze do wczorajszego wieczoru w Los Angeles powiedzieć Cat Zingano. Kibice najbardziej chcieliby walki Rousey – Justino, a amerykańskie media porównują już dziś ten pojedynek do wreszcie zakontraktowanej walki Mayweather – Pacquiao. Amerykanka kontra Brazylijka, dwa zupełnie inne style walki, dwie dziewczyny o których potencjalnym spotkaniu mówi się od przynajmniej roku. Miejmy nadzieję, że podobnie jak to miało miejsce przy okazji walki Mayweather – Pacquiao, na walkę dwóch najlepszych zawodniczek MMA też nie będziemy czekać  pięciu lat. Przed walką z Zingano, Rousey żartowała, że  musi wygrać, bo inaczej nie będzie jej stać na bilet na walkę Mayweathera 2 maja, ale o to na pewno nie musi się martwić. Ronda kocha boks, chodzi na wiele walk pięściarskich, a na tej ostatniej, jej gościem specjalnym był także mistrz nokautu, Gennady Gołowkin (32-0, 29 KO).  Ale GGG jeszcze z nikim w czternaście sekund nie wygrał...

Przemek Garczarczyk

Thursday, March 12, 2015

Trener Sam Colonna o Fonfara – Chavez Jr: “Brutalna walka”



“Andrzej zawsze lepiej walczy… z lepszymi. Jak trzeba wznieść się na wyższy poziom, to dokładnie to robi. Z przeciętniakami wygląda przeciętnie” – mówi trener “Polskiego Księcia” Andrzeja Fonfary (26-3, 15 KO) jego trener Sam Colonna, komentując obecne przygotowania do zaplanowanej na 18 w kwietnia w StubHub Center w Carson, na przedmieściach Los Angeles, walki z byłym mistrzem świata WBC, Julio Cesarem Chavezem Jr. (48-1, 32 KO).

Jesteśmy w Chicago, drugi dzień sparingów. Pierwszy obóz, w Houston, Andrzej spędził bez ciebie. W jakiej formie wrócił do Wietrznego Miasta?

Sam Colonna: Wrócił  wyrzeźbiony, choć ja wiem, że takiej sylwetki nie robi sie przez dwa tygodnie. Bardzo zmotywowany, kondycyjnie gotowy. Miał wiele treningów siłowych, biegał, pływał, pracował z jednym z najlepszych, znanych w świecie pięściarskim specjalistów od przygotowania siłowego. Dobry wyjazd.

-          Masz go teraz u siebie, szczególnie ważne, bo przez ostatnie 3-4 miesiące nie mógł sparować, bo leczył prawą, “nokautującą” rękę, po zabiegu chirurgicznym.

SC: Była kontuzja, ale dzięki temu mogliśmy mieć więcej czasu na przygotowanie lewego prostego. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło… Teraz jest siła w obu rękach. Andrzej zawsze bardziej liczył na swoją prawą rękę - teraz ma obie do dyspozycji.

-          Są  już dyskusje na temat tego co Chavez Jr. może pokazać na ringu, jak będzie walczył Andrzej Fonfara z rywalem z niższej kategorii wagowej. Widzisz u kogoś przewagę?

SC:  Chavez walczył z naprawdę twardymi rywalami, nie będę umniejszał jego umiejętności. Z drugiej strony wiem, że oni Andrzeja niedoceniają. Będą mieli bolesną pobudkę, kiedy Fonfara wyjdzie na ring. To będzie brutalna walka.

-          Andrzej ma za soba na razie tylko kilkanaście rund sparingowych – jak znosi zejście do umownej kategorii 78 kilogramów, kiedy jest przyzwyczajony walczyć będąc prawie półtora kilograma cięższy?

SC: Wszystko przebiega według planu. Nie musimy się głodzić, nie ma restrykcyjnej diety, dietetyk uważnie się wszystkiemu co Andrzej zjada przygląda. Czyli problemu nie ma.

-          Gdyby rok temu ktoś powiedział ci, że Andrzej Fonfara będzie już po walce z mistrzem świata Adonisem Stevensonem i tuż przed walką z byłym mistrzem Julio Cesarem Chavezem Jr – uwierzył byś?

SC:  Ja zawsze wierzę w umiejętności moich pięściarzy. Nie, chyba trudno byłoby mi uwierzyć, że wszystko poszło tak szybko. Wspinamy się po sportowej drabinie szybciej niż przypuszczałem. Ale zarówno  mentalnie, jak fizycznie, jesteśmy na to przygotowani.

-          Znamy się prawie 20 lat, Andrzeja znam od dekady i pamiętam jak zawsze powtarzałeś, że nie ma dla niego sensu tracić czasu na bylejakich rywali.

SC: Dokładnie. Zwłaszcza, że Andrzej zawsze lepiej walczy… z lepszymi. Jak trzeba wznieść się na wyższy poziom, to dokładnie to robi. Z przeciętniakami wygląda przeciętnie.

-          Możesz porównać, jako rywala Andrzeja, Adonisa Stevensona z Julio Cesarem Chavezem Jr? Na razie teoretycznie – który z nich trudniejszym rywalem dla Fonfary?

SC:  Stevensona nazywają Supermanem, a jak walczy Chavez Jr. to wszyscy się zastanawiają czy zrobi limit wagowy… Walczył w kilku niższych kategoriach wagowych, teraz próbuje w kategorii umownej, w kilku przypadkach i tak nie mieścił się w limicie.  Dostaje karę finansową, ale dla niego to w porządku.  Chciałbym, że tym razem zrobił wagę. Nie chodzi o wielki kary, które musiałby  zapłacić. Jak my możemy zrobić  78 kilogramów, to on też powinien. Wierz mi lub nie, ale to dla nas ważniejsze niż ekstra pieniądze. Taka jest moja opinia.


Rozmawiał w Chicago: Przemek Garczarczyk

Najszybsze ręce w UFC...


Ołtarzyk dla koszykarza



Tuż pod zjazdem z autostrady I-90, przy ulicy Fullerton Ave, w samym sercu Chicago, jest ołtarzyk. Ołtarzyk dla kogoś, kto ma się bardzo dobrze, choć zamiast grać dla milionów kibiców NBA, leczy już trzecią operację kolana. Ołtarzyk dla gwiazdy Chicago Bulls Derricka Rose powstał kilka godzin  przed jego poniedziałkową konferencją prasową, ale dziennikarze nie doczekali się na niej jakiegoś cudu. Jak będę gotowy, to wrócę na parkiet” – powiedział Rose. Optymistycznie to nie zabrzmiało.

Kto zrobił ołtarzyk na którym Rose trochę przypomina Jezusa, gdzie są kwiaty, zdjęcia i zapalone świece, nie wiadomo. Tak samo nie wiadomo, czy ten chyba jedyny w historii  NBA  hołd ma być żartem czy być brany na poważnie. Na konferencji Rose przekonywał, że może ten zabieg – operacja trwała tylko 15 minut – wyjdzie wszystkim na dobre, bo jego operowane wcześniej prawe kolano “ jest już zupełnie bez bólu”, więc może modlitwy pomogą.

Co oznaczają te słowa dla fanów Chicago Bulls, nie wiadomo. Derrick może na razie tylko rzucać piłką do kosza, ale bieganie czy skakanie ma zabronione przez lekarzy klubowych. Jak długo? Tego też nie wiemy. Generalny menedżer klubu Gar Forman zapowiadał, że Rose wróci do drużyny przed rozpoczęciem tegorocznych playoffs. Bulls ostatni mecz sezonu zasadniczego rozgrywają 15 kwietnia, a według wcześniejszych przewidywań, Rose miałby być gotowy do gry w pierwszym tygodniu tego miesiąca. “Najtrudniejszą sprawą będzie  powrót do zespołu w takiej kondycji, bym mógł grać. Chcę wrócić do zespołu, ale wszystko zależeć będzie od mojego samopoczucia. Nie jestem załamany tym, co się stało, bo mam wokół siebie ludzi, którzy naprawdę dbają o mnie, kochają mnie jako człowieka” – powiedział Rose Samowi Smithowi, znanemi specjaliście NBA, piszącemu dla oficjalnej strony internetowej Chicago Bulls.

Przez kibiców i klub, Rose zawsze będzie oceniany przez pryzmat tego, co robi na parkiecie, jak może pomóc zespołowi, który płaci mu ponad 20 milionów dolarów za sezon. Jego dobre samopoczucie jako człowieka - jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmiało - ma znaczenie tylko dla niego i jego rodziny. Taki jest wielki sport.


Przemek Garczarczyk