Sunday, September 4, 2016

Virgil Hunter nowym trenerem Fonfary! „Dobra i konieczna decyzja”



Virgil Hunter, trener, którzy wychował mistrza olimpijskiego i mistrza  świata Andre Warda (30-0, 15 KO), zawodnika z pierwszej trójki elitarnego rankingu bez podziału na kategorie wagowe, będzie nowym szkoleniowcem Andrzeja Fonfary (28-4, 16 KO)! Polak, który już w najbliższą sobotę przenosi się na trzymiesięczny obóz treningowy do Kalifornii, mówi między innymi o trudnej decyzji pożegnania z długoletnim trenerem Samem Colonną oraz pierwszych dniach spędzonych z nowym szkoleniowcem.

-          Jak przebiegał proces selekcji trenerskiej?

Andrzej Fonfara: Mój manager Al Haymon, wspólnie z promotorami przygotował listę. Byli na niej, oprócz Virgila Huntera, Robert Garcia, Buddy McGirt oraz  Dan Goossen. Od razu mówię – nie było żadnych nacisków, kogo mam wybrać. To była w 100 procentach decyzja moja i ludzi, do których mam zaufanie. Od razu kandydatura Virgila najbardziej mi sie podobała. Doskonała przeszłość, praca z Andre Wardem, kiedy był jeszcze amatorem, zdobywał złoty medal na igrzyskach w Atenach, późniejsze jego prowadzenie Warda jako zawodowca - też wzorowe. To zawodnik walczący teraz w mojej kategorii wagowej. To dodatkowy plus.

- Dwa tygodnie temu poleciałeś do Oakland na testy. Testy zarówno tego, czy Hunter będzie odpowiadał Tobie jako trener, oraz czy Ty będziesz  odpowiadał trenerowi, który szukać nowych podopiecznych nie musi...



AF: Oczywiście - to działa w obie strony. Od razu znaleźliśmy wspólny język. Te cztery dni na jego sali treningowej były dla nas obu bardzo udane. Bardzo fajne treningi - nie chce zmieniać mojego stylu, chce parę rzeczy usprawnić. Parę rzeczy Virgil zaraz pokazał, od razu wychwycił. Nie ma jakiegoś stałego okresu czasu, który ustaliliśmy na współpracę. Uścisnęliśmy sobie dłonie, umowa dwóch dżentelmenów - porozumienie, że przez następne trzy miesiące pracujemy razem. Dokładnie w tym samym czasie będzie na walkę z Kowaliowem przygotowywał się Andre Ward. On wie z kim będzie walczył, ja nie... ale może to i lepiej. Wiem tylko, że przede mną praca, nowy trener, nowe wymagania i że jak wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w tym roku będę na ringu. Nie ma ciśnienia. Może będzie rewanż ze Smithem Jr, może coś zupełnie innego. Teraz także Virgil ma coś na ten temat do powiedzenia.

- Andre Ward jest w ringu pieściarzem bardzo zdyscyplinowanym. Nie ma uderzeń przypadkowych, nie ma niewypracowanych ciosów rywala, które dochodzą jego głowy. Dycyplina - to będzie najważniejsze w treningach z Hunterem?

AF: To już jego zadanie wiedzieć, ale na pewno to będzie bardzo ważne. Virgil znał moje walki. Nie byłem dla niego pięściarzem o którym tylko coś słyszał. Nawet zaczął analizować niektóre z nich, mówił mi, jak jego zdaniem powinienem w nich boksować. Był szybki, na gorąco, przegląd mojej kariery. Co do obrony – pewnych elementów nie robię, niektóre robię aż do przesady. To pierwsza diagnoza. Już na pierwszych treningach było parę próbek tego, jak chciałby, żebym boksował. Reszta wyjdzie w praniu.

-          Potrzebna była taka brutalna zmiana?

AF: Nie wiem czy aż brutalna… Na pewno coś zupełnie innego, bo Chicago zamieniam na San Francisco. Ale nie jadę sam  - będę mieszkał w wygodnym, położonym niedaleko sali apartamencie z żoną Justyną i synem Leo. Będę ich miał obok siebie. Tak zmiana była potrzebna - napływ świeżego powietrza, jest nowa motywacja.To był dobra moment  i chyba konieczna decyzja. Tu zresztą nie chodziło tylko o zmianę szkoleniowca. Chodziło  także o zmianę otoczenia, żebym mógł koncentrować tylko na boksie, na byciu jak najlepszym w swoim zawodzie. W San Francisco będzie Virgil Hunter, sala treningowa, a w domu Justyna i mały Leo. Rodzina i boks.  To wszystko. Od Chicago się nie odcinam, dom już prawie stoi...

- Jak przyjęła wyjazd Justyna?

AF: Trafiłem w sedno, bo zawsze chciała mieszkać w Kalifornii...

- A Sam Colonna?

AF: Ciężko – podobnie jak ja. Mieliśmy spotkanie, jeszcze na pewno będziemy musieli się jeszcze raz zobaczyć, ale ogólnie temat Sama Colonny jest już zakończony. Ja nie chcę palić mostów, bo mam w nim przyjaciela, który spędził ze mną dziesięć lat, znam mnie jak nikt inny. Mam nadzieję, że będę mógł ciągle do niego zadzwonić, zapytać o radę.  Pomogaliśmy sobie przez ten czas wzajemnie. On miał we mnie pięściarza, który walczył o tytuł mistrza świata, znanego docenianego, ja miałem trenera, który do pewnego momentu zrobił dla mnie wszystko co mógł. Zyskaliśmy obaj. Zawsze  za nim  stałem, choć miałem parę walk, które były, powiedzmy, różne. Ngumbu, Karpency, Campillo... Byli tacy, którzy już wtedy oczekiwali ode mnie zmiany trenera. Ja zawsze stałem za Samem. Mam nadzieję, że z Colonną rozstajemy się w dobrych relacjach. Jak kocha, to wybaczy. 

- Często oglądałeś walkę ze Smithem Jr?


AF: Za często. Zaraz po walce, szybko, w Telexpressie, na dole w hotelowej restauracji. Musiałem się rozładować, może wypiłem o jeden kieliszek za dużo. Napisałem parę rzeczy, może niepotrzebnych. Może inaczej  - na pewno niepotrzebnych dla ludzi, którzy mnie wspierają i wspierali. Może potrzebnych dla tych niektórych – tych drugich. Słabo się z tym czułem, ale jestem psychicznie mocny. Może dlatego, że już w karierze przegrywałem, wiem jak to w sobie przemielić i wiem, że to nie koniec świata. Że mogę się podnieść i być lepszy. To bardzo ważna część decyzji o przenosinach do Kalifornii.   

Bokserskie media o Głowacki – Usyk: „Walka ogień na ogień albo pojedynek szachów”



„Usyk to precyzja, Głowacki jest dziki i grzmiący”; „Głowacki jest wzmocnioną granitem siłą natury”; „Wygrywając z Głowackim,  Usyk chce pobić rekord Evandera Holyfielda” - w zagranicznych komentarzach związanych ze zbliżającą się bardzo szybko (17 września, ERGO Arena Gdańsk, Polsat PPV) walką Krzyśka Głowackiego (26-0, 16 KO) i obowiązkowego pretendenta do pasa WBO, Ukraińca Oleksandra Usyka (9-0, 9 KO) nie brakuje poetyckich porównań.  Faworyci są różni, ale jedno jest pewne: wszyscy spodziewają się wielkich emocji.

Matt McGrain (SweetScience): Usyk ma niezwykły balans, potrafiąc bić z praktycznie każdej pozycji (prawie jak Calzaghe, choć to nie ten poziom).  Głowacki to pięściarz kontry. Usyk chce bić – Głowacki wyczekać uderzenie, oddać i zadać serię niszczących ciosów na tułów. Usyk to precyzja, Głowacki dziki i grzmiący, chcący wyczekać, a później dominować nad rywalem bezpośrednimi atakami, pięściarz. Ktoś będzie miał bardzo ciężką noc. Usyk jest szybki na nogach, co pozwala mu uciec, kiedy jest w trudnej sytuacji. To się znacznie starszemu Cunninghamowi nie udawało. Do tego bije mocniej, więc szczęka Głowackiego przejdzie trudny test – czy Polak, trafiany mocnymi uderzeniami, będzie w stanie skutecznie przeprowadzać akcje ofensywne? Jeśli tak, to nie powinien miec problemu z trafianiem Usyka na korpus, co sprawi, że końcowe rundy mogą być bardzo, bardzo interesujące. Glowacki nie bije „rozpoznawczych” uderzeń – bije ciosy, które mają swój cel, z różnych płaszczyzn. Usyk trafi (w Gdańsku) na rywala z najwyższej półki, który fauluje równie dobrze, jak walczy. Pomimo wszystko, spodziewam się triumfu Usyka. Głowacki wygrał z Cunninghamem ale – przynajmniej na moich kartach punktowych – potrzebował do tego wszystkich swoich nokdaunów. Pod dwoma warunkami: że wytrzyma ciosy na korpus i wytrzyma nerwowo. Nie mam większych wątpliwości co do pierwszego; to drugie okaże się dopiero w ringu. Ci, którzy będą na sali, będą nagrodzeni jedną z dwóch rzeczy: zobaczą wielką walkę albo narodziny potencjalnej gwiazdy. Albo dostaną obie z nich.

Zachary Alapi (Fansided): Usyk, podobnie jak Artur Beterbijew (którego pokonał na igrzyskach w Londynie), bardzo szybko wspinał się w zawodowych rankingach, wygrywając pas WBO Intercontinental. Podobnie jak Wasyl Łomaczenko, kolega z olimpijskiej reprezentacji Ukrainy, Usyk jest jednym z tych pięściarzy, którzy szybko chcą walczyć z najwybitniejszymi, osiągnąć światowy poziom. Jeśli Usyk ma „papiery” na  przyszłego mistrza, to Głowacki jest wzmocnioną granitem siłą natury, a styl jego walki powinien odpowiadać temu, co pokazuje w ringu Usyk. Walka Głowacki – Usyk na pewno zakończy się nokautem i byłoby fascynujące przekonać się, czy Ukrainiec już na początku kariery będzie potrafił się wznieść na najwyższy poziom. Spodziewając się brutalnej akcji, potężnych ciosów i znanej wszystkim determinacji Głowackiego, nie można tej walki przecenić. 

Derek Bonnett (SecondsOut): Głowacki zasługuje na same superlatywy za walkę z Huckiem, ale patrząc na przebieg tego pojedynku, równie dobrze można sobie wyobrazić inne jego zakończenie. Usyk jest na pierwszym miejscu wśród talentów/prospektów i ma wystarczająco dużo atutów by pozbawić Polaka przytomności i pasa. 

Patrick McHugh (Boxing24): Najtrudniejsza walka dla Usyka od czasu, kiedy w 2003 roku został profesjonalistą. Usyk nie był jeszcze testowany, więc będzie interesujace jak poradzi sobie z Głowackim, uważanym przez  cześć fanów boksu za najlepszego pięściarza wagi junior ciężkiej. (...) Mierzący 190 cm wzrostu Usyk będzie miał przewagę wzrostu i zasięgu ramion nad Głowackim, choć wygląda na to, że Głowacki bije mocniej. Usyk potrafi bardzo mocno uderzyć z lewej ręki, ale jest bardziej ekonomiczny w mocnych ciosach – lubi poczekać zanim mocno trafi. 29-letni Ukrainiec wydaje się mieć umiejętności, które pozwolą mu pokonać Głowackiego i rządzić przez długi czas w wadze junior ciężkiej. (...) By pokonać Polaka, Usyk będzie się musiał z nim bić, ponieważ sama przewaga zasięgu ramion nie wystarczy, żeby utrzymać mistrza świata w dystansie. Głowacki potrafi szybko skracać dystans walcząc przeciwko wyższym od siebie rywalom - robił to przeciwko Cunninghamowi przez całą walkę. Samo boksowanie może  17 września nie wystarczyć  Usykowi do zwycięstwa


James Slater (EastSideBoxing): To będzie na pewno najlepsza walka wagi junior ciężkiej w 2016 i być może kandydat do walki roku. Usyk chce pobić rekord Evandera Holyfielda, który zdobył pas mistrza świata w dwunastej walce, po niezapomnianych 15 rundach z Dwightem Muhammadem Qawi. Co prawda nie ma zawodowego doświadczenia mistrza – nigdy nie walczył więcej niż 9 rund – ale wydaje się mieć ogólnie większe umiejętności... i ma znakomitą przeszłość amatorską. To może być walka ognia z ogniem albo pojedynek szachów – być może jedno i drugie. Głowacki będzie miał za sobą własnych kibiców, ale czy to będzie miało decydujące znaczenie? Jeśli Usyk nie będzie miał kłopotów w końcowych rundach, może wygrać na punkty. Ale z drugiej strony ciężko stawiać przeciwko Głowackiemu. Głowacki – Usyk: walka gdzie szanse są podzielone 50/50.   

Sunday, August 28, 2016

Margules przed Głowacki-Usyk: „Walka ważna dla Polski i światowego boksu”


„To ważna dla światowego boksu walka, którą naprawdę wszyscy chcą zobaczyć. Nikogo nie trzeba specjalnie namawiać – Głowacki kontra Usyk na Polsat Boxing Night 17 września to wielka walka, wyjątkowa dla nas wszystkich gala” – mówi Leon Margules, współpromotor mistrza świata WBO, który oprócz oceny walki „Główki”, skomentował także występ w Gdańsku Patryka Szymańskiego oraz powrót do treningów w USA innego swojego podopiecznego, Artura Szpilki.  

- Głowacki – Usyk: obowiązkowy rywal rankingu WBO… ale obowiązkowych rywali też można omijać. Wam na tym nie zależało...
Leon Margules: bo wspólnie z moimi partnerami w  Polsce, Andrzejem Wasilewskim, Piotrem Wernerem i Tomaszem Babilońskim chcieliśmy zrobić walkę dwóch najlepszych juniorciężkich na świecie. Czy mogliśmy to zrobić w USA? Oczywiście – nazwisko Głowacki, po takich walkach, jakie dał na otwartej TV w Stanach, jest nazwiskiem mocno rozpoznawalnym. Nie byłoby z tym żadnego problemu. Ale po dwóch obronach tytułu WBO na wyjeździe – z Marco Huckiem i Steve Cunninghamem - byliśmy coś winni Głowackiemu. I oczywiście polskim kibicom.
- Skala trudności: mistrz olimpijski Usyk, mistrz świata zawodowców  Głowacki. Stawiacie na doświadczenie.
LM: Moim zdaniem, na tym najwyższym poziomie sportowym, najważniejsze dla klasy pięściarza jest przejście przez trudne próby, przez kryzys, jako zwycięzca. Głowacki zdał ten egzamin. Usyk go jeszcze nie miał.
- Jakim testem będzie dla Patryka Szymańskiego walka o młodzieżowe mistrzostwo świata? Wilky Campfort to inna półka niż Jose Villalobos.
LM: Na pewno, ale Villalobos ma 22 lata, wygrał trzy ostatnie walki, czyli ma się o co bić. Dla Patryka jest to – podobnie jak dla Główki – okazja do pokazania się kibicom po walkach w USA. Do tego jestem ciekaw, jak poradzi sobie z presją walki na wielkiej gali, gdzie każdy  będzie śledził jego krok. To test czy Szymański będzie się potrafił wyłączyć, skoncentrować tylko na robocie, która jest przed nim. Do tego, dla młodego pieściarza, bardzo ważna jest aktywność, możliwość przygotowania do następnej walki w USA. Tutaj będzie czekał bardzo wymagający rywal, kamery TV. Oczekujemy, że z każdą walką będzie coraz lepszy. Patryk na razie nas nie zawodzi.
-  Głowacki, Szymański już 17 września na Polsat Boxing Night, a „The Pin” Szpilka już domaga się Jerrella Millera...
LM: Szpila się nigdy nie zmieni. Dobrze, że chce wielkich walk, ale jeszcze musi być ktoś... kto za te wielkie walki zapłaci. Nic nie jest łatwiej. Na przykład w Nowym Jorku ubiezpiecznie gali podskoczyło do miliona dolarów.. za pięściarza. Czyli na przykład gala z ośmioma pojedynkami, to około 200 tys. dolarów wydatku dla promotora. I jeszcze trzeba znaleźć ubezpieczalnię, które weźmie na siebie takie ryzyko. Dlatego na przykład we wrześniu nie ma w Nowym Jorku choćby jednej pięściarskiej imprezy.  Artur? Dopiero wrócił na treningi do Houston, miał bardzo długą przerwę, leczył kontuzje. Czy będzie od razu tak dobry, żeby dać mu rywala z czołówki? Czy może będzie potrzebował „przejściowej” walki, żeby test był na ringu, a nie na sali treningowej? Tego na razie nikt nie wie. Łącznie z Ronnie Shieldsem,  jego trenerem.



Thursday, August 25, 2016

Szef koszykówki USA do reszty świata: „Zaczniecie coś wreszcie grać?”


Po dwunastu latach sprawowania rządów w NBA Basketball, prezydent organizacji Jerry Colangelo rzuca wyzwanie koszykarskiemu światu: „Musicie się poprawić, nie szukajcie wymówek!”

Dobry zespoł... ale nie Dream Team

NBA Basketball, organizacja zajmująca się występami koszykarskimi narodowej drużyny Stanów Zjednoczonych, przeszła w 2004 roku generalne przemeblowanie. Po fatalnych igrzyskach w Atenach (trzy porażki w turnieju, brązowy medal), odbyła sie cała seria poważnych rozmów, by – jak to ujął Colangelo – „nie było więcej takich kompromitacji”. Trenerem został poważany przez wszystkich Mike Krzyżewski, Amerykanie wygrali trzy kolejne Igrzyska, nie mając sobie równych także w mistrzostwach świata. Wszystko w porządku? Niekoniecznie, bo kiedy Kevin Durant i jego koledzy odbierali złoto w Rio, Colangelo mówił dziennikarzom: „Jestem za tym, żeby podnosić poprzeczkę dla światowej koszykówki. Powinna wzbudzać zainteresowanie wszystkich, bo jest sportem numer 2 na świecie. Ale najpierw wszystkie pozostałe reprezentacje muszą się szybko pozbierać, podwyższyć swój poziom gry”.

Drużyna narodowa USA nie była w Rio „Dream Teamem”. To był solidny zespół złożony z bardzo dobrych graczy i jednej gwiazdy (Kevin Durant). W Brazylii nie było koszykarzy numer 1 (LeBron James) i 2 (Steph Curry) światowej koszykówki, nie pojechali do Rio - z różnych względów - James Harden, Russell Westbrook, Anthony Davis, Chris Paul czy Blake Griffin. Jak wyglądałyby mecze zespołu, który złoty medal wygrał różnicą 30 punktów, gdyby Krzyżewski miał do dyspozycji każdego z nich? Pomimo, że jego zespół  był  w Rio dwukrotnie mocno naciskany przez rywali (trzypunktowe zwycięstwa nad Serbią i Francją w fazie grupowej), działacze innych reprezentacji twierdzili, że Amerykanie powinni... trochę odpuszczać.

Powinniście grać 4 na 5...

Mówi Colangelo: „Jeden z działaczy  powiedział do mnie „Powinniście grać w czwórkę!”. Odparłem: „Nie, może raczej inne zespoły powinny zacząć wreszcie nawiązywać z nami równą grę”. Nie będę nikogo przepraszał za naszą dominację. Pomagamy światowej koszykówce przez 50 lat, nauczyliśmy świata tej gry. Nauczyliśmy trenerów. Popatrzcie na liczbę zagranicznych graczy w NBA czy zespołach uniwersyteckich. Chcemy podwyższenia poziomu!”.


W Stanach nie mówi się o powrocie do pomysłu wystawiania na igrzyska drużyny złożonej tylko z graczy uniwersyteckich. „Nie ma takiej opcji” – powiedział jeden z szefów Chicago Bulls. „To tak, jakby nie wysyłać na igrzyska Phelpsa czy Ledecky... bo są za dobrzy”. Wszystko wskazuje na to, że zespół przygotowywany na Tokio 2020, będzie nawet lepszy od tego w Rio. Nowy trener – uznawany za najwybitniejszego w NBA – Gregg Popovic, już dostał nieformalne zapewnienia gry od Jamesa, Curry’ego, Damiana Lillarda czy Kawhi Leonarda. Drużyna USA wygrała złoty medal w Rio, pokonując rywali przeciętną różnicą 22,5 punktów. To mniej więcej tak, jakby w turnieju piłkarskim, mistrz przeszedł turniej wygrywając w każdym meczu 4:0 lub więcej. Szansa na to, że apele Jerry Colangelo coś zmienią za cztery lata, jest niewielka.   

Molina o walce Wildera: „Wielka klasa wygrać jedną ręką!”



“Na tym poziomie, wygrać z kimkolwiek praktycznie jedną reka, to wielka sztuka. Deontay Wilder (37-0, 36 KO) zrobił to, od połowy walki bijąc prawie wyłacznie lewym prostym. Mam jednak  wrażenie, że już podczas naszych sparingów przed walką z Arreolą, z tą prawą reką championa nie było najlepiej” – mówi doskonale znany polskim kinicom Eric Molina (25-3, 19 KO), główny sparingpartner mistrza świata WBC, który obronę zielonego pasa przypłacił dwoma kontuzjami, wygrywając przez TKO w ósmej rundzie z  Chrisem Arreolą ( 36-5, 31 KO).
-  Eric: jak szybko zdałeś zobie sprawę, że Wilder będzie musiał wygrać walkę boksując tylko lewym prostym?
Eric Molina: Zaraz po czwartej rundzie, kiedy wygladało na to, że skończy Chrisa. Nie wiem dokładnie kiedy, czy podczas nokdaunu, czy chwilę potem, tuż przed końcem rundy, jakoś źle trafił Arreolę. Został mu tylko lewy prosty. Przestał bić kombinacjami, nie używał swojej najsilniejszej broni, bo uderzenie z prawej ma potwornie silnie. Ale, że jest znakomitym atletą, wystarczyła jedna ręka. Na tym poziomie, wygrać z kimkolwiek praktycznie jednym rodzajem ciosów, to wielka sztuka. Ale ta kontuzja była chyba wcześniejsza...
- Skąd takie przypuszczenie?
EM: Z doświadczenia. Nie bił prawą tak często jak zawsze już podczas naszych sparingów w Alabamie. Miałem wrażenie, że oszczędza prawą rękę. Być może już czuł jakiś ból. Chyba – to moje zdanie – walczy zbyt często. Pięć walk w wadze ciężkiej w ciągu 18 miesięcy? To chyba przesada. W którymś momencie organizm  musi odpocząć. Nie jesteśmy robotami. Szkoda tej kontuzji, bo to na pewno odsunie dalsze walki Deontay’a w obronie tytułu. Wątpię by wyszedł w tym roku na ring. 
- Arreola rozczarował?
EM: Nie robił tego, o czym tak wiele mówił. Miał – według tego, co opowiadał w wywiadach – robić to, co ja. Ale nie doskakiwał, nie bił prostych ciosów. Nie robił  ogólnie zbyt wiele na ringu, a tak nie można się bić z Deontay’em – on musi być zajęty. Nie wiem też, czy do końca czy słuszna była decyzja narożnika Arreoli by przerwać walkę. Z jednej strony Wilder dominował, ale z drugiej wiadomo było, że coś jest nie w porządku z jego ręką. Może trzeba było spróbować jeszcze jednej rundy, pójść na całość? Niby Arreola nie protestował, ale może Chris wolałby skończyć  walkę na plecach, a nie przez poddanie? Ja bym wolał.
- Jak z twoimi dalszymi planami? Słyszę, że bliższy walki z Anthony Joshuą jest Bermane Stiverne. A liczyłeś na Anglię.
EM: Jestem gotowy do wyjścia na ring – widać to było choćby po sparingach z Wilderem. Mój promotor też o tym wie. Przyznam, że wolałbym bić się poza USA. Czytałem, że Szpilka twierdzi, że jest jedynym polskim bokserem, który mógłby mnie pokonać, ale... nie wiem czy nasze drogi się skrzyżują. Ja nie miałbym problemu wyjść z nim na ring – zwłaszcza, że musi pamiętać, że podczas naszych sparingów też nie byłem w pełni zdrowy. Nie chcę tracić czasu na czekanie na rywala. Polsce jestem coś winien – pewnie nawet obniżyłbym swoją cenę, gdyby walka miała sens. Mariusz Wach jest bardzo zajęty? Inni polscy pięściarze wagi ciężkiej? Nie ma chętnych poza Arturem?   


Rio – telewizyjna porażka za 12 miliardów dolarów?



Kiedy w czerwcu Steve Burke, dyrektor wykonawczy NBCUniversal opisywał swój „olimpijski koszmar Rio”, mówił o tym, że „budzi się, a oglądalność Igrzysk spadła o dwadzieścia procent”. Rzeczywistość dla firmy, która zapłaciła za prawa do pokazywania letnich i zimowych igrzysk do 2032 roku 12 MILIARDÓW dolarów, jest jeszcze gorsza.

Źle, a będzie gorzej

Im dłużej trwały Igrzyska w Rio, tym kraj, który zmiażdżył konkurencję w klasyfikacji medalowej (121 medali, w tym 46 złotych, drugie w klasyfikacji Chiny - 70 medali, 27 złotych) mniej interesował się rozgrywaną raz na cztery lata imprezą. W porównaniu do ostatnich igrzysk w Londynie, w Stanach Zjednoczonych, sport pokazywany na żywo, w dobrych godzinach antenowych, ogladało w tej najważniejszej grupie wiekowej (18-48 lat) aż 25 procent mniej widzów.  Ostateczne wyniki mogą być jeszcze gorsze, bo ostatnie dwa dni Rio przyciągnęły przed telewizory najmniejszą liczbę oglądających – tylko 14 milionów kibiców. Analitycy przewidują, że dalej będzie znacznie gorzej. Następne igrzyska odbędą się w  Tokio – różnica czasu (trzynaście godzin do Nowego Jorku) sprawiać będzie, że wiekszość najważniejszych imprez zaczynać się będzie dla Amerykanów w środku nocy. Tego już nikt nie będzie oglądał. Podobnie jak igrzysk zimowych 2018 roku, w koreańskim Pyeongchang.

Igrzyska dla starych - czas na olimpijskie PPV?

W odróżnieniu od NBC, które postawiło na igrzyska, inne wielke korporacje telewizyjne (ABC, CBS, FOX) zapłaciły wielkie pieniądze za prawa do zawodowych lig USA i po raz pierwszy na wielką klubową piłkę nożną – ligi niemieckie, angielskie, włoskie plus rozgrywki pucharowe. „Igrzyska olimpijskie są interesujące dla starszej generacji. Młodsza ma inne sportowe zainteresowania... i nie siedzi przed telewizorem, tylko wykorzystuje informacje z innych mediów” – piszą analitycy biznesowego „Bloomberg News”. NBC zdawało sobie z tego sprawę, oferując ponad sześć tysięcy godzin przekazu dostępnego w przekazie internetowym i kasując reklamodawców o 50 procent więcej niż w Londynie. Niczego to nie poprawiło, bo ze względu na niską oglądalność, NBC było zmuszone dawać część reklam za darmo, by wypełnić zobowiązania liczbowe wobec klientów.

Przedstawiciele NBC  twierdzą, że na Rio zarobią więcej niż zarobili cztery lata temu w  Londynie (120 mln). Od około 180 mln dolarów zysku (takie są dane szacunkowe) do odrobienia 12 wydanych miliardów droga jest jednak bardzo długa. Nieoficjalnie pisze się, że wszystko zmierza ku tak nielubianemu przez kibiców systemowi pay-per-view. Zamiast szukać na dziesięciu kanałach plus internecie tego, co chcesz oglądać, dostaniesz przed igrzyskami możliwość wyboru dokładnie tego, co chcesz zobaczyć – imprezy  dostarczone do TV czy laptopa dokładnie wtedy, kiedy chcesz. Oczywiście nie za darmo. Żadne igrzyska takiego Super Bowl, który w lutym 2016 roku oglądało w USA ponad 112 milionów kibiców zawody na bieżni czy na basenie nie dościgną, ale... może przynajmniej będzie się je opłacało pokazywać.


Na luzie o Rio: które stworzenia wygrałyby z Boltem?

Dramatów i nerwowych minut na igrzyskach w Rio nikomu  z nas nie brakuje. Biznesowy „Forbes” postanowił rozluźnić nieco atmosferę, publikując tekst porównujący szybkość Jamajczyka Usaina Bolta... z szybszymi od niego zwierzakami.

Autorka, pani Shaena Montanari jest paleontologiem, specjalizującym się w biologii porównawczej. Za (na razie) sześciokrotnego złotego medalistę olimpijskiego w sprintach wzięła się porównując jego najlepszy czas na 100 metrów (9,58 sek na mistrzostwach świata 2009 roku w Berlinie) i osiągnięta przeciętną szybkość (43,4 km/h). „Usain jest na pewno najszybszym człowiekiem  na świecie, ale z tymi stworzeniami nie miałby większych szans” – pisze w „Forbesie” dr Montanari. Jest przy okazji podróż w daleką przeszłość:


  1. Struś: Żaden ptak nie biega szybciej – struś potrafi biegać z szybkością ponad 69 kilometrów na godzinę, będąc przy tym nieprawdopobnie wytrzymały. Z badań wynika, że struś potrafi przebieg 16 kilometrów (10 mil), utrzymując przeciętną szybkość przekraczająca 48 km/h! Sprawdziłby się więc zarówno jako sprinter, jak maratończyk.
  2. Kompsognat (compsognathus): jeden z najmniejszych (wielkości indyka) był jednym z najszybszych – jeśli nie najszybszym - dinozaurem. Symulacje komputerowe sugerują, że kompsognat potrafił biegać z szybkością ponad 64 km/h. Ze znacznie bardziej niebezpiecznym welociraptorem (37 km/h) Usain nie miałby problemów. Gdyby potrafił przenieść się do okresu jury, jakieś 75 mln lat...
  3. Greyhound: pies, który jest hodowany dla szybkości. Do końca XIX wieku, greyhoundy wykorzystywano przede wszystkim jako psy myśliwskie, później  głównie jako  psy  przygotowywane na tory wyścigowe. Szybkość maksymalna: 69 km/h.
  4.  Roztocz (drobny pajęczak lądowy). Coś spoza „normalnego” pomiaru szybkości. Gdyby przyjąć mierzenie szybkości w porównaniu do rozmiarów, to roztocz nie ma sobie równych. Odmiana żyjąca w południowej Kalifornii, potrafi pokonać 322 długości swojego ciała w czasie jednej sekundy! Dla porównania – gepard, najszybsze zwierzę na planecie Ziemia (oficjalnie zmierzona maksymalna szybkość – 103 km/h!) – na sekundę pokonuje „tylko” szesnaście długości swojego ciała. Gdyby wspomniane przeliczenia przyjąć w obliczaniu szybkości człowieka, musielibyśmy biegać... 2092 kilometry na godzinę!