Saturday, January 17, 2015

Wilder kontra Stiverne: jak stawia Las Vegas?


Od przynajmniej kilku lat, żadna walka w wadze cięzkiej nie budziła w USA takiego zainteresowania jak sobotni pojedynek o tytuł mistrza świata World Boxing Council pomiędzy  Bermane Stiverne (24-1, 21 KO) i Deontay’em Wilderem (32-0, 32 KO). Zainteresowanie mediów przekłada się automatycznie na zainteresowanie ze strony przeciętnych kibiców… i bukmacherów. Ci ostatni, przynajmniej zdaniem niżej podpisanego znają się na boksie nie gorzej – a czasami lepiej – niż wielu dziennikarzy z branży pięściarskiej. Czego więc spodziewają się po wieczorze w Las Vegas, pokazywanym przez Polsat Sport ?

Sposób w jaki bukmacherzy przyjmują zakłady, jest dla wprawnego kibica świetną okazją do przekonania się, co naprawdę myślą o ringowych rywalach. Zwykle sumy zakładów są ustalane po bardzo nieformalnych ( i nie darmowych)  konsultacjach z trenerami, a nawet byłymi rywalami. Wszystko z pierwszej ręki, tutaj nic nie dzieje się przypadkowo, bo w grę wchodzą pieniądze. A kasyno nigdy nie lubi ich wypłacać.

Faworyt: Deontay Wilder. Faworyt, ale ostrożny. Za 10 dolarów możemy wygrać 15.50 stawiając na Wildera i 25 stawiając na Stiverne. To najprostszy z zakładów, choć można też zaryzykować remis w który nikt z bukmacherów nie wierzy - oferują nam nawet czterysta dolarów za skromne 10.

Sposób wygranej: zwycięstwo Wildera przez KO jest wycenione na 17 dolarów za każde wpłacone 10, a wiara w nokaut Stiverne daje nam 29 dolarów. Kiedy przychodzi do oceny wygranej na punkty, po dwunastu rundach, obaj pięściarze w opinii bukmacherów mają takie same szanse bo wygrywamy po 100 dolarów. Można też przyjąć zakład ile rund Wilder i Stiverne spędzą na ringu. Zdecydowana większość kibiców  nie wierzy, że będzie więcej niż  siedem rund (14 dolarów za postawione 10), nieliczni, że walka skończy się w rundach 8 do 12 (27 dolarów za 10).

Jeśli nokaut to kiedy? Im dłużej trwa walka, tym większe szanse na znokautowanie przeciwnika ma Stiverne. Największe szanse, że walka skończy się (dla obu rywali) przez KO, bukmacherzy dają w pierwszych czterech rundach. Jeśli wierzyć ich przepowiedniom, to szanse Wildera spadają szczególnie w 9 ostatnich minutach walki o mistrzostwo świata. W przygotowanie kondycyjne Wildera nikt specjalnie nie wierzy, ale trudno, żeby było inaczej, skoro chłopak z Alabamy w trakcie swoich 32 wygranych pojedynków nigdy nie spędził na ringu więcej niż cztery rundu.

Nokdaun  nie znaczy nokaut. Jednym z najciekawszych oferowanych zakładów jest opcja czy będzie w sobotę nokdaun. Większe szanse na to, że będzie liczony w MGM Grand ma Stiverne (15.50 dolara za 10) niż Wilder (25 dolarów za 10). Co naprawdę myśli się w Las Vegas o podobno podejrzanej odporności szczęki Wildera, widać jednak na kolejnym zakładzie. Bukmacherzy – i kibice-  są przekonani, że Stiverne może być na deskach, wstać i wygrać (50 za 10). Do Deontay’a Wildera zaufanie jest sporo mniejsze - (85 za 10).


Przemek Garczarczyk

Andrzej Fonfara w Polsce: na Legii, w Puncherze i w Toruniu



Andrzej Fonfara, polski pretendent do tytułu mistrza świata wagi  półciężkiej, już rozpoczął obóz treningowy przed spodziewanym w kwietniu powrotem na ring. W styczniu robi krótką roboczą przerwę, przylatując do Polski na otwarcie Fight Clubu Legii Warszawa, wizytę w “Puncherze” Mateusza Borka i będzie kibicował Krzysztofowi Głowackiemu w Toruniu. Podobno będzie też czas na trening, bo Polski Książę ma bardzo nieskomplikowany plan na 2015 rok – chce zostać mistrzem świata.

-          2015 rok to wobec ciebie wielkie oczekiwania, a zaczęło się już w starym roku, kiedy promotor Adonisa Stevensona rzucił pomysł rewanżu z mistrzem świata…

Andrzej Fonfara: …a ja od razu na twitterze odpisałem Yvonowi Michelowi, że stawiam się 4 kwietnia na ringu. Po przemyśleniach, rozmowie z promotorem oraz Al’em Haymonem doszliśmy do wnisku, że nie ma się jednak gdzie spieszyć. Ręka nie jest jeszcze gotowa, dopiero wyjąłem ją z gipsu, mam małą rehabilitację. Jeszcze jedna, może dwie walki. Wtedy ruszam.
-          Powinniśmy się niepokoić o tę prawą ręke? Dwa urazy w ciągu dwóch lat to sporo.

AF: Nie trzeba się niepokoić, po prostu biję mocno. Pęknięcie było w innym miejscu, teraz to było takie typowe bokserskie złamianie – od małego palca. Będzie dobrze, już teraz jest znacznie lepiej, choć na 100 procent jeszcze nią nie uderzam.
-          Powrót na ring spodziewany jest w kwietniu, ale obóz treningowy z Samem Colonną już trwa. Teraz robisz przerwę, będzie małe  pięściarskie Tour de Pologne.
AF: Lecę do Polski ale tam też będę trenował. To nie będą wakacje. Zaczynam wizytę od otwarcia Legia Fight Club, nowego odłamu legijnego. Typowy fight club – nie tylko boks ale także wszystkie sztuki walki, siłownia, crossfit. Troszeczkę chłopakom w tym otwarciu pomagam. Fajna rzecz, powstaje coś nowego, trzeba takie rzeczy promować. 26 stycznia jestem u Mateusza Borka w “Puncherze” na Polsacie, a 31 stycznia będę także  w studio gali w Toruniu, gdzie będę komentował walki i  oczywiście wspierał mojego kolegę z kadry, z mistrzostw Europy -  Krzyśka Głowackiego w bardzo ważnym dla niego pojedynku z Seferim. Szykuje się bardzo fajny wyjazd… no i treningi w Polsce.

-          W ciągu kilku następnych dni spodziewane jest oficjalne odsłonięcie przynajmniej części planu bokserskich gal twojego managera, Al’a Haymona. A jaki jest twój plan na 2015 rok?

AF: Nieskomplikowany. Chcę w 2015 roku zostać mistrzem świata.


Rozmawiał: Przemek Garczarczyk    

Bernard HOPKINS: 50!


Holyfield: “Walka Mayweather – Pacquiao może być ustawiona”



Evander Holyfield, czterokrotny mistrz świata wagi ciężkiej, nie musi się specjalnie przejmować  niczyją opinią. Jak zawsze mówi to, co myśli, udowadniając to w opublikowanym właśnie wywiadzie, w którym przekonuje, że jeśli dojdzie do walki Floyda Mayweather Jr z Manny Pacquaio, to może być to pojedynek... ustawiony. Konfrontacja “Money” kontra “Pacman” wzbudza olbrzymie emocje, warto więc przeczytać czy Holyfield chciałby ją zobaczyć w 2015 roku, jak swoją teorię spiskową argumentuje i wreszcie co myśli o dzisiejszym stanie wagi ciężkiej.  Jest parę niespodzianek…

Holyfield o walce Mayweather - Pacquiao  w 2015 roku:

“Nie uważam, że jest za późno na taką konfrontację. Obaj pięściarze o siebie dbają. Ci, co znają Mayweathera wiedzą jak dba o siebie, o swój organizm – nawet pomimo tego, że lubi  nocne wypady. A Pacquiao nie ma nic do stracenia, bo on już przegrywał, więc co to za różnica? Floyd ma do stracenia wszystko, bo chce być podczas swojej kariery niepokonany. Trzeba tylko zrobić ten pojedynek tak szybko jak możliwe – dopóki ta walka jeszcze kogoś interesuje.

Holyfield o “brudnej” stronie boksu: “Dla Mayweathera to olbrzymie ryzyko. Boks jest taki, że jeśli Mayweather  będzie miał to przegrać, to przegra. Jeśli zapadnie decyzja, że ją ma przegrać, to nikt mu nie da tego zwycięstwa. On o tym wie.  W boksie wszyscy robią, co chcą.  Powiedzą: “Przegrałeś”. I koniec. Kto nie był oszukany na ringu? Jestem pewien, że Floyd o tym myśli. Myśli: “Czy ja chcę ryzykować 100 milionów, żeby oni zabrali mi zwycięstwo?” Holyfield nigdy nie precyzuje w swoim wywiadzie, kim są ci tajemniczy “oni”, ale podaje kilka przykładów – w tym swoją porażkę (jego zdaniem niesłuszną) w 2001 roku z Johnem Ruizem. “To było smutne, że musiałem z nim walczyć. Jakiś promotor wymyślił sobie, że może fajnie byłoby mieć mówiącego po hiszpańsku mistrza świata wagi ciężkiej. Otworzyli mu drogę do mistrzostwa, dając mu niesłuszny werdykt w walce ze mną. Później taki mały facet jak Roy Jones Jr. pokazał im, że źle postawili na Ruiza, a on sam przestał walczyć bo zdał sobie sprawę, że nie może bić się na takim poziomie”. Krótki komentarz: Holyfield nagina mocno fakty do swojej teorii. Po przegranej z RJJ walce w 2003 roku, Ruiz walczył jeszcze przez siedem następnych lat, w tym wielokrotnie o tytuł mistrza świata.

Kolejny przykład układów w zawodowym boksie, dotyczy czasów jeszcze dawniejszych, bo walki Larry Holmesa, który według Holyfielda przegrał szansę na być niepokonanym, bo… zbyt dużo mówił. “Larry był niepokonany, dopóki nie powiedział, że “Rocky Marciano nie mógłby nawet potrzymać moich ochraniaczy”. Larry pobiłby jego rekord, ale mu go zabrali. Nikt nie mógł nic powiedzieć, bo zabrał mu niepokonany dorobek inny czarny pięściarz (Michael Spinks w 1985 roku, przyp: PG ). Ale Spinks nie pokonał Holmesa – dostał prezent. Później były tłumaczenia, że Larry nie powinien  nic mówić o Marciano”.

Evander Holyfield o obecnym stanie wagi ciężkiej i swoim dzisiejszym życiu: “Nie przejmuję się (słabością tej kategorii) W wadze ciężkiej jest inaczej niż w innych kategoriach wagowych. Po Joe Louisie nic się nie działo, aż pojawił się Muhammad Ali. Po przegranej Alego znowu był spadek, aż pojawił się Mike Tyson.  Mali pięściarze, jak ci ze średniej, zawsze dobrze walczą. Akurat tak się jednak zdarzyło, że w moich czasach nastała era ciężkiej. Zabraliśmy wszystkie pieniądze. W swojej pierwszej walce w Madison Square Garden zarobiłem 50 tysięcy dolarów. Pomyślałem, że to niezła kasa, skoro zarabiałem 8 tysięcy dolarów rocznie, pracując 40 godzin tygodniowo.  Było fajnie zarobić  (jako zawodowiec) za jedną walkę tyle pieniędzy za coś, co robiłem za darmo przez 12 lat. Dziś mam luksusowe życie. Jeżdżę po świecie, daję prelekcję. Zarabiam milion rocznie. Piękna sprawa.”


Przemek Garczarczyk

Sam Colonna o przenosinach Szpilki do USA: “Czeka go pobudka”.



Andrzej Fonfara jest optymistycznie nastawiony do pięściarskiej  przeprowadzki Artura Szpilki do USA, ale chicagowski trener “Polskiego Księcia” wydaje się mieć bardziej wstrzemięźliwą opinię na temat nowego rozdziału w karierze “The Pin”. “Byli już tacy, którzy myśleli, że tutaj wszystko jest lepsze, ale kiedy się  pojawili w USA, zaraz chcieli wracać. Krzysztof Zimnoch nie był szczęśliwy z pobytu w Ameryce, więc wrócił do Polski. Przyszłość pokaże, jak będzie ze Szpilką” –mówi jak zawsze szczery Sam Colonna.

- Rozmawiamy w bardzo zimnym Chicago, ale temat jest gorący – sportowe przenosiny Artura Szpilki z Polski do Stanów Zjednoczonych. Zacznijmy od opinii na temat Ronnie Shieldsa jako trenera:

Sam Colonna: Znam bardzo dobrze Ronniego, przez przynajmniej 15-20 lat, ale bardziej jako trenera pięściarzy z lżejszych kategorii wagowych. Bardzo dobry, wiedzący o co chodzi trener. Byłem zszokowany, kiedy dowiedziałem się, że Szpilka przenosi się do Houston. Będzie miał prawdziwą pobudkę, bo w Polsce był prawdopodobnie kimś specjalnym (w oryginale: The Man), celebrytą, wszyscy go znali, ale w Stanach będzie tylko jednym z wielu. Na pewno nie będzie tak samo jak w Polsce.

-          Myślę, że jednym z powodów, które zadecydowały o wyborze Shieldsa był fakt, że Ronnie był  jednym z głównych autorów znakomitego przygotowania Tomka Adamka do walki z Chrisem Arreolą - chyba jednej z najlepszych Tomka. Co do  specjalizacji Shieldsa w trenowaniu lżejszych kategorii wagowych – co można z tych umiejętności przenieść do wagi ciężkiej?

SC: Pewne rzeczy można, ale musisz pamiętać, że ciężki nie potrafi zrobić tego samego co ten lekki. Pamiętam jak pracowałem z Adamkiem, kiedy dawałem mu wiele testów, treningów szybkościowych, to mówił do mnie: “Sam, ja walczę w półciężkiej, nie w średniej!”. Trzeba dostosować się do umiejętności, możliwości każdego pięściarza. Nie można wszystkich trenować tak samo. Tak poznaje się wielkich trenerów – oni wiedzą, co pięściarz już w sobie ma. Potrafią to z niego wydobyć.

-          Największe zagrożenie dla Artura związane z przenosinami do USA?

SC: Nie wiem czy to zagrożenie, ale szybko przekona się, że po tej stronie Oceanu trawa niekoniecznie jest bardziej zielona. Czasami pięściarze zaczynają kombinować, że powinni robić to czy tamto, ale patrząc długofalowo, więcej osiągasz kontynuując to, co robiłeś już wcześniej. Ale o tym przekonujesz się później. Nie twierdzę, że przenosiny Szpilki okażą się złym pomysłem, może być to plus lub minus, ale ja zadałbym sobie pytanie – dlaczego zmieniać to, co się już sprawdziło? Miał ostatnią dobrą walkę, ma chyba tylko jedną przegraną…

-          Tak – z Bryantem Jenningsem w styczniu 2014 roku…

SC:…no właśnie, a zresztą ja uważałem, że Szpilka nie był jeszcze gotowy na taki pojedynek. Powinien mieć kilka innych walk, żeby przygotować go do pojedynku z kimś klasy Jenningsa. Przeskoczył z pięściarzy klasy D czy C na kogoś z klasy A+.
-           
-          Podsumowując twoją opinię na temat przenosin Artura. Użyłeś słowa “zszokowany”, ale zakładając, że wszystko dobrze się ułoży, co Szpilka może zyskać z takiej zamiany miejsc?

SC: Na pewno coś zyska, bo zawsze coś zyskujesz: doświadczenie, sparingi z walczącymi bardziej “po amerykańsku” rywalami. Zobaczymy, czy będzie zadowolony. Za trzy miesiące Artur może powiedzieć, że to był błąd, że chce wracać do Polski. Już to widziałem. Miałem takich pięściarzy. Byli już tacy, którzy myśleli, że tutaj wszystko jest lepsze, ale kiedy się  pojawili w USA, zaraz chcieli wracać. Krzysztof Zimnoch nie był szczęśliwy z pobytu w Ameryce, więc wrócił do Polski. Przyszłość pokaże jak będzie ze Szpilką.


Rozmawiał: Przemek Garczarczyk

Ronnie Shields do Artura Szpilki: “Tu się żyje tylko boksem”



Listę pięściarzy z którymi pracował trener Ronnie Shields, czyta się jak skład Bokserskiej Galerii Sław: Mike Tyson, Evander Holyfield, Pernell Whitaker, Vernon Forrest, Arturo Gatti - by wymienić tylko  niektórzych z przeszłości. Dziś to Erislandy Lara, Mike Lee, Brian Vera i być może Artur Szpilka, który właśnie Shieldsa wymienił jako jednego z poważnych kandydatów do przejęcia obowiązków trenerskich po spodziewanym w 2015 roku  przylocie “Szpili” do USA. Shields, który miał na sobie większość obowiązków, kiedy Tomek Adamek przygotowywał się w Houston do pojedynku z Chrisem Arreolą, otwarcie mówi jakie byłyby warunki jego współpracy z Arturem…
-           
-          Artur Szpilka wymienił ciebie, jako trenera z którą chciałby pracować w Stanach Zjednoczonych. Był kontakt ze strony jego promotorów – a jeśli tak, to jaka była twoja odpowiedź?

Ronnie Shields: Tak, był kontakt. Odpowiedź była szybka – powiedziałem, że zapraszam do Houston, ale jak to się skończy, tego nie wiem.

-          Polski promotor Artura, Andrzej Wasilewski powiedział w wywiadzie, że chciałby w Ameryce mieć takiego trenera dla Szpilki, który traktuje go jak coś więcej niż tylko osobę, z którą spotyka się na treningu.

RS: Wiem o tym. Ty wiesz jaki jestem, jak angażuję się we wszystko związane z moimi zawodnikami. Jestem zawsze dla nich, ale wymagam tego samego.

-          Oglądałeś walkę Adamek – Szpilka? Kiedy rozmawialiśmy o tym pojedynku, stawiałeś na Adamka. Czyli szok?

RS: Nie oglądałem jeszcze tej walki. Tylko czytałem jej opis. Wiem, że Artur był cały czas pod kontrolą, że walka przebiegała tak jak chciał. Z fragmentów walki Szpilki z Jenningesm pamiętam innego Polaka. Bardzo cenię umiejętności Tomka, jego serce, więc zwycięstwo Artura nawet nad tym Adamkiem, który ma już najlepsze lata za sobą, sporo dla mnie znaczy.

- Pracujesz od pięciu lat ze znakomitym leworęcznym Kubańczykiem, mistrzem świata WBA Erislandy Larą. Specjalizujesz się w zawodnikach leworęcznych?

RS: Chyba nie, specjalizuję sie w zawodnikach, którzy wkładają serce  w to co robią. W przypadku Artura potrzebowałbym kilku miesięcy, żeby zobaczyć jak się układa nasza współpraca, żeby powiedzieć czy chcę ją kontynuować. On z pewnościa myśli tak  samo. To chyba zrozumiałe. Wiem, że by się Szpilce moje metody pracy, nasze warunki pracy podobały. Tu się żyje tylko boksem. On musiałby się do tego dostosować. Jak radzi sobie z angielskim?

-          Na pewno więcej rozumie, niż chce się przyznać. To widziałem już przed walką z Bryantem Jenningsem. Nie sądzę, żebyście mieli problemy językowe.

RS: Też tak myślę. Z Tomkiem się dogadywaliśmy. Lara nie mówi ani słowa po angielsku i jest ze mną mistrzem świata.

Ostatni ciężki z którym pracowałeś to oprócz Adamka…

RS: Evander Holyfield. Też nie za wielki ciężki.

-          No właśnie – jest we wspólczesnym boksie wagi ciężkiej na najwyższym poziomie  miejsce dla zawodnika, który nie ma dwóch metrów wzrostu? Artur nie ma.

RS: Oczywiście, że jest. Jesteś dobry albo nie. Masz talent i poświęcasz wszystko, by go wykorzystać, albo nie. Ja tak dzielę pięściarzy. Centymetrów im nie liczę.

Rozmawiał: Przemek Garczarczyk 




Al Haymon: Człowiek, który ma PLAN



“Na konferencji prasowej przed ostatnią walką Floyda Mayweathera jr, czterech z ośmiu pięściarzy dziękowało Bogu. Czterech dziękowało Al’owi Haymonowi. Jeden dziękował obu, wymieniając Haymona na pierwszym miejscu. Po hiszpańsku” – tak zaczyna się dziesięciostronicowy artykuł w  amerykańskim “Sports Illustrated” poświęcony najbardziej wpływowemu człowiekowi w światowym boksie. Artykuł byłby godny cytowania zawsze, ale teraz, kiedy w szeregach bokserskiej armii Haymona są miedzy innymi  Andrzej Fonfara i Patryk Szymański, jest to lektura prawie obowiązkowa.

Pierwszym klientem Haymona był w początku XXI wieku nieżyjący już Vernon Forrest, choć trudno dociec co skłoniło mającego swoje korzenie w koncertach wielkich muzyków  R&B Haymona do zainteresowania się boksem. Haymon reprezentował takie gwiazdy jak Whitney Houston, Bobby Brown, New Edition, Mary J. Blige, M.C. Hammer czy  Gladys Knight, stojąc za tysiącami koncertów. Ponad dziesięć lat temu, w rozmowie z Xavierem Jamesem, jednym z dyrektorów HBO, Haymon miał mimochodem powiedzieć: “Gdybym tylko chciał, mógłbym rządzić boksem”
Dziś Al Haymon jest   najważniejszym doradcą najlepiej zarabiającego sportowca świata – Floyda Mayweathera Jr. Zajmuje sie interesami wiekszości pięściarzy “Showtime”, a jego zawodnicy przynoszą roczne zyski liczone w setkach milionów dolarów. Przed ostatnią walką Floyda z Marcosem Maidaną, kamery śledziły przez ponad miesiąc każdy ruch Mayweathera, ale na żadnym z ujęć, nawet przez ułamek sekundy, nie widać Haymona.
Człowiek, który był bezposrednim autorem kontraktu, który dawał mu kontrole nad wszystkimi walkami wieczotu, biletami dla VIP-ów w MGM Grand oraz klauzulach, które dawały Mayweathrowi procent praktycznie od wszystkiego – od procentów z PPV, poprzez międzynarodowe prawa telewizyjne do hot-dogów sprzedawanych  na sali – stał na konferencjach 10 metrów za Mayweatherem ale niewidzialny. Był za kulisami.
W ciągu ostatnich  ośmiu miesięcy, Haymon podpisał więcej bokserskich kontraktów niż ktokolwiek pamięta. Podpisał kontrakty z były mistrzami, obecnymi mistrzami i emerytowanymi mistrzami. Podpisał kontrakty z pięściarskimi nadziejami, olimpijczykami i tymi, których zna niewielu. Reprezentuje ponad 100 nazwisk, w tym tuzuny wielkich gwiazd, ale nawet ci, którzy pracują z Haymonem – który udziela wywiadów tak często, jak Mayweather przegrywa - .nie za bardzo znają jego plany. Na razie  wiadomo, że:
·         Haymona zaoferował NBC 20 milionów dolarów za wyemitowanie w 2015 roku 24 wieczorów pięściarskich - wiekszość z nich na NBC Sports Network. Programy (NBC ma przedstawić szczegóły kontraktu na początku roku) mają obejmować także spojrzenie na za kulisy gal, podobne do tych, które tworzą HBO oraz Showtime. Niektórzy z pięściarzy mają mieć kontrakty gwarantujące NBC wyłączne prawo ich pokazywania.
·         Haymon jest finansowo wspierany przez CVC Capital Partners oraz Waddell & Reed – dwie firmy inwestycyjne, będące między innymi kontrolnymi właścicielami Formula One Group.

Nawet ci, którzy zawsze byli pod wrażeniem biznesowych sukcesów Al’a Haymona mają problem by objąć skalę oraz ekonomiczny sens takiego pomysłu. Elita pięściarska walczy dwa razy w wroku, młodsze talenty częściej – żeby każdemu z pięściarzy zapewnić źródło zarobkowania, Haymon, musiałby organizować około 60 gal w roku. Do tego, większość wpływów pochodzi z gal PPV oraz tych organizowanych przez HBO oraz Showtime. Spekulacje związane są z ewentualnością, że Haymon rozwinie system gal oglądanych za pośrednictwem Internetu, za miesięczną subskrypcją, pomijając PPV oraz kanały telewizyjne. Bob Arum uważa, że jest to błąd, podając przykład  WWE (Wolnoamerykanka), której akcje spadły o 50 procent, kiedy wprowadzono subskrypcje. “Najlepsze czasy PPV się skończyły. Popatrzmy na NFL, gdzie pracują najsprytniejsi managerowie – wszystko jest za darmo, na otwartych kanałach TV” –mówi promoter Manny Pacquiao.
Kiedy po walce z Maidaną, Floyd Mayweather jr. zdecydował się na poważne zmiany w swoim obozie, tylko jedna osoba pozostała nienaruszalna – Al Haymon. “Al Haymon to Prawda. On pomoże mi zarobić milliard dolarów” – mówił “Money”. Po tym, jak w 2013 roku John Molina Jr, rozmawiał z Haymonem, ten powiedział dziennikarzom: “Gdyby Al  kazał mi się jutro bić z Godzillą i King Kongiem na parkingu, zaraz bym tam był”.

 Amir Khan chce walczyć z Mayweatherem, więc podpisał kontrakt z Haymonem. Adonis Stevenson nie chciał walczyć z Kowaliewem, więc też podpisał kontraktem z Ale’m, komentując swoją decyzje słowami: “Idę prosto do banku”. Haymon bierze od pieściarzy mniej niż inni, zwykle około 10-15 procent, a i to tylko wtedy, kiedy wynagrodzenie pięściarza przekracza pewną z góry ustaloną sumę. “Al może pomóc bardziej niż ktokolwiek inny. Potrafi, jak nikt inny, zmaksymalizować nasze zarobki. Frustrujące jest jeśli nie możesz być jego pieściarzem” – mówi Malignaggi.
Nawet ci, którzy spekulują, iż pomysł Haymona skończy się głosami niezadowolonych pięściarzy, rozczarowanymi inwestorami oraz gorszą pozycją sportu, nie chcą wypowiadać się na temat Haymona – nawet w prywatnych, nie przewidzianych do publikacji rozmowach. Bernard Hopkins, Oscar De La Hoya, były szef HBO Ross Greenburg i kilkanaście innych nie zgodziło na dyskutowanie jego osoby. Inni, którzy byli kiedyś jego przeciwnikami – jak prawnik Leon Margules czy właśnie Paulie Malignaggi – teraz pracują dla niego albo razem z nim.
Większość oserwatorów uważa, że boks jest u progu upadku. “Każdy, kto się nie zgadza, że ten sport jest na granicy upadłości, jest idiotą” – mówi jedna z osób pracujących w biznesie pieściarskim z Haymonem. “W takiej sytuacji wytwarza się okazja dla kogoś mądrego, by pojawić się na horyzoncie, zebrać dużo pieniedzy i spróbować zmienić istniejący stan rzeczy”. Wkracza Haymon, który jest wszędzie i nigdzie, jego inwestorzy i jest jego próba zjednoczenia najbardziej podzielonego ze sportów. To jest  plan Haymona. W tym roku. Albo w następnym. Tak długo, aż się uda.

Przemek Garczarczyk