Saturday, February 28, 2015

"Polski Książę" Fonfara: trening i kowbojska zabawa

     


Andrzej Fonfara, przygotowujący się  w Teksasie do walki z Julio Cesarem Chavezem Jr (Showtime, 18 kwietnia, StubHub Center w kalifornijskim Carson)  na brak zajęć nie narzeka. Ciężko pracuje na treningach i bije rekordy na kowbojskich dyskotekach...

- Pytanie zawsze najważniejsze, kiedy przystępuję się do walki po kontuzji - jak prawa ręka na siedem tygodni przed Chavezem?
Andrzej Fonfara: Prawie w porządku. Nie ma takiego bólu jak było jeszcze kilka tygodni temu. Biję nią mocno, nie oszczędzam pięści kiedy jestem w rękawicach i kiedy ćwiczę ze sztangą. Nie będzie problemów w Kalifornii.
- Teksas to była niespodzianka, bo wcześniej przygotowywałeś się na wysokości, w sali treningowej Abela Sancheza w  Big Bear.
AF: Eksperyment wypadł bardzo dobrze. Rewelacyjne warunki przygotowane przez moich promotorów, Leona Margulesa i Dominica Pesoli. Doskonały trener, Edward Jackson, który przygotowuje oprócz mnie także Bryanta Jenningsa do walki z Kliczką. Dzień zapełniony od rana do wieczora. Pracujemy na dwóch salach - boksem zajmuje się mój drugi trener Bogdan Maciejczyk na sali  Savannah Gym, a po południu kondycja, ogólne przygotowanie fizyczne w Hanks Gym. Wszędzie blisko, mam w pokoju pełną kuchnię, a Bogdan dobrze gotuje...
- Sprawdza się?
AF: W 100 procentach. Ja czasami może śniadanko zrobię. ale resztę on ma na głowie. Trochę nawet posparowaliśmy, bo Bogdan wystąpi w chicagoskich Golden Gloves. Ja stoję w narożniku.
- Trenera mam nadzieję traktujesz w sparingach na luzie...
AF: Jasne, inaczej być nie może. Ale miałem też na sparingu cruisera z kilkunastoma walkami, którego na luzie nie potraktowałem.  Mniej luzacko zrobiło się w kowbojskiej dyskotece.
- To musisz opowiedzieć.
AF: W weekend zawsze mam dzień na odpoczynek. Spotkałem się z teksańską Polonią, wszyscy są bardzo mili, dzięki nim poznałem Houston. Wpadłem też na kowbojską dyskotekę i zrobiło się małe rodeo. Wszystko dlatego, że pobiłem wszystkie rekordy miejscowych osiłków na  tej maszynie, gdzie bije się w worek. Przyłożyłem i wyskoczyło 996 punktów, jakiś rekord, więc paru kowbojów się zagotowało. Zaczęli rzucać pieniądze, byli ochotnicy na natychmiastowy sparing. Mieli troszkę wypite, więc zdecydowaliśmy się opuścić lokal. Dla ich bezpieczeństwa oczywiście.
- Wracając na zakończenie do prawdziwego boksu - czytujesz czasami twittera Chaveza Jr? Raz ciebie chwali, innym już proponuje walki, jakby już było po waszej, tej 18 kwietnia.
AF: Coś tam rzucam okiem i widzę, że się Junior nie może zdecydować. Niby coś kombinuje z innymi po 18 kwietnia, ale zaraz wrzuca notkę, jaki jestem silny i dobry. Rozumiem, że się woli zabezpieczyć, gdyby stała mu się krzywda. Ogólnie, jak wiedzą wszczyscy, którzy mnie znają, mi to zupełnie zwisa. Ja robię swoje. Walczę dla siebie i dla polskich kibiców.


Rozmawiał: Przemek Garczarczyk

Friday, February 27, 2015

Kliczko - Jenning for (almost) all heavyweight marbles


UFC w Polsce. Debiut 22 kwietnia w Krakowie.


Szok w NBA: kolejna operacja Derricka Rose


E-mail z biura prasowego Chicago Bulls przyszedł dokładnie o 21.38 czasu chicagowskiego. Tylko dwa lakoniczne zdania o kontuzji prawego kolana i koniecznej kolejnej operacji Derricka Rose. “Przewidziana będzie operacja, po której zostanie  podana data jego powrotu”. W sumie nie było co więcej pisać, bo wszystko i tak jest wiadomo – kolejny sezon drużyny, uważanej od 2011 roku, po przyjściu do zespołu jednego z najbardziej utalentowanych graczy swojego pokolenia za kandydatów do mistrzowskich tytułów, jest stracony. To samo można powiedzieć o karierze Rose, która zaczęła się od historycznego MVP dla najmłodszego w historii gracza National Basketball Association, a skończyła się przez kontuzje.

Uraz prawego kolana – ten sam, który miał po pierwszym powrocie na parkiet, w listopadzie 2013 roku – zaczął się od tylko lekkiego bólu na wtorkowym, porannym treningu Bulls. Nic niepokojącego, jeszcze w południe komunikaty prasowe  Chicago nie zapowiadały niczego dramatycznego.  Teraz trudno przewidzieć, jaka będzie ostateczna przerwa w grze – tą poznamy dopiero po zabiegu chirurgicznym – ale w ekipie szefów Chicago Bulls optymizmu nie ma. Operacja wykluczy Rose’a na przynajmniej resztę sezonu zasadniczego i na rozpoczynające się w kwietniu rozgrywki playoff. “\

“W tym roku droga do finałów NBA w Konferencji Wschodniej będzie przebiegała przez parkiet Chicago Bulls. To ciągle faworyci bo Derrick zaczyna grać coraz lepiej” – takie zdanie miał nie tylko Charles Barkley czy Shaquille O’Neal, ale większość dziennikarzy z którymi rozmawiałem w Nowym Jorku podczas Meczu Gwiazd. To już przeszłość.  W 46 rozegranych w tym sezonie meczach, Derrick Rose miał przeciętną 18,4 pkt i 5 zbiórek. Daleką od swoich, wartych tytułu Najwartościowszego Gracza NBA statystyk z sezonu 2010/2011, kiedy dominował w lidze z 25 punktami prawie ośmioma astystami w meczu.

 “Wiedziliśmy wszyscy, że operowane po raz pierwszy w 2011 rok więzadło będzie tak silne jak nigdy.Wszystko dookoła niego będzie coraz słabsze” – mówił był gracz NBA, dziś komentator ESPN, Tim Legler.  “Byłem przekonany, że Derrick podczas regularnego sezonu grał na luzie. Że czekał, żeby w playoffs nacisnąć gaz do dechy, grać na pełnej szybkości. To dla Bulls nokautujący, niszczący cios – bo kiedy Derrick gra na pełnych obrotach potrafi robić na parkiecie rzeczy, których nie da się zastąpić”.

Brad Daugherthy, przed laty gracz Cleveland Cavaliers, pięciokrotny uczestnik NBA All Star Game, również pracujący dla ESPN, nie ukrywał szoku z tego co stało się podczas treningu Bulls. “Po raz kolejny w ostatnich 3 z 4 sezonów  Bulls zaczynają sezon jako jedni z faworytów do tytułu, kończąc go dramatem, ktory nie ma nic wspólnego z rywalizacją sportową. Szkoda też tego chłopaka, bo wszyscy przecież wiemy jak ciężko pracował by wrócić na parkiet”. W ciągu kilku minut od ogłoszenia komunikaty o koniecznej już trzeciej operacji kolana w ciągu trzech sezonów, media społecznościowe zapełniły się życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia od kolegów z NBA. “Współczuję DRose! Trzymaj głowę wysoko, bądź silny” – pisał LeBron James. “Tak mi go żal. Jedna z niewielu prawdziwych gwiazd, do tego jeszcze lepszy człowiek…” dodał na “tweeterze” Jamal Crawford.

Rose, który zawsze chciał przejść do historii, zdobywając z drużyną swojego rodzinnego miasta tytuł mistrzów NBA, grał w ostatnich meczach coraz lepiej. Szczególnie w niedawnej konfrontacji przeciwko uważanym za najgroźniejszego rywala w Konferencji Wschodniej Cavaliers, Rose był tym dawnym, niemożliwym do powstrzymania graczem. Zakończył zwycięski mecz przeciwko drużynie LeBrona Jamesa z 30 punktami i 7 asystami. Dziś już wiadomo, że jego kariera będzie wyznaczana nie przez sukcesy, ale  przez serię kończących się operacjami kontuzji.

To nie jego wina, że zaraz po sezonie z tytułem MVP podpisał z Bulls kontrakt warty ponad 95 milionów dolarów. Także nie jego wina, że  już nigdy nie wrócił do formy, która płacone mu dziesiątki milionów za sezon (Bulls są mu winni jeszcze 41 mln) by usprawiedliwiała. Sport zawsze był brutalny, choć przez ostatnie trzy sezony trudno wyobrazić sobie kibiców, których życie potraktowało bardziej brutalnie niż miliony rozsianych po całym świecie fanów Chicago Bulls.


Przemek Garczarczyk

Pięściarz 2014 roku: Crawford wygrał z Kowaliowem!



Oczywiście nie na ringu bo  kilogramy się nie zgadzają, ale  w podczas głosowania na jedną z najbardziej prestiżowych nagród światowego boksu - Pięściarza Roku, wybieranego przez BWAA, Stowarzyszenie Amerykańskich Dziennikarzy Bokserskich. Grono najwybitniejszych specjalistów piszących o pięściarstwie, oddało głosy na   Terrence  Crawforda (25-0, 17 KO), chłopaka z Nebraski,  którego jeszcze rok temu znali tylko nieliczni. “Bud” pokonał w głosowaniu BWAA takie gwiazdy jak mistrz świata IBF Siergiej Kowaliew, mistrz świata WBA Gennadij Gołowkin, mistrz WBC Miguel Cotto czy mistrz świata WBO, Manny Pacquaio.  Dla Crawforda to już drugie kolejne wyróżnienie – najlepszym w 2014 wybrało go także ESPN.

Bez układów

Nagroda dla Pięściarza Roku przyznawana przez  BWAA ma w  USA opinię najbardziej rzetelnej, nie dyktowanej przez promotorskie układy czy wielkie pieniądze. Tutaj nie ma wzajemnych układów czy znaczącego poklepywania się po plecach, żeby “pomóc naszemu”, bo spora część głosujących to dziennikarze, którzy…wzajemnie się nie znoszą. Tegoroczna lista kandydatów była jedną z najbardziej  wyrównanych od lat. Wszystko miało się  rozstrzygnąć pomiędzy trójką niepokonanych w 2014 roku -  Crawford, Gołowkin i Kowaliew.  Ostatecznie, z przewagą tylko dwóch głosów nad Kowaliowem, nagroda imienia Sugar Ray Leonarda trafiła w ręce Crawforda, chłopaka z Nebraski, który miał być tylko dobrym rywalem dla najlepszych, a stał się ich pogromcą.

Boks z Nebraski

Nabraska w USA kojarzy się ze stanowym uniwersytetem  futbolu amerykańskiego – na pewno nie zzawodowym boksem. Cameron Dunkin, promotor Crawforda wypatrzył skromnego chłopaka o pseudonimie “Bud” w 2011 roku, nie wzbudzając  kontraktem żadnego zainteresowania. Przez najbliższe  dwa lata, Crawford wygrywał walki w małych salkach o których nikt nie słyszał, rzadko zarabiając za walkę więcej niż 20 tysięcy dolarów. Pojawił się na radarze zainteresowania mediów dopiero w 2013 roku podczas gali w Las Vegas, gdzie z łatwością wypunktował Breidisa Prescotta. To był początek, ale jego promotor Bob Arum chciał jeszcze prawdziwego testu, więc wysłał Crawforda do Szkocji. Bud zdał egzamin z wyróżnieniem, wygrywając nie tylko tytuł WBO, ale przed kibicami w Glasgow dominując nad ulubieńcem publiczności, Ricky Burnsem. Gwiazda Crawforda była gotowa do pokazania w Ameryce.

Stara szkoła, nowy mistrz

“Uwielbiam dawny boks. Godzina oglądam, czasami idę spać, oglądając walki z lat 70, 80, walki Haglera, Hearnsa, Leonarda czy Durana. Staram się podpatrzeć, coś “ukraść” od każdego z nich” – mówi Crawford. Ten boks w stylu “old school” widać było w dwóch najważniejszych dla Crawforda walkach w 2014 roku. Przed kamerami HBO Crawford najpierw zniszczył byłego mistrza olimpijskiego Yuriokisa Gomboę (Kubańczyk był czterokrotnie na deskach) by później w znakomitym stylu wygrać z doświadczonym Ray’em Beltranem. “Beltran w takiej formie jak dziś pewnie wygrałby ze wszystkim w tej kategorii wagowej. Ale nie Crawfordem” – mówili komentatorzy HBO.

Oprócz zwycięstw liczyła się także atmosfera – na obu walkach w Omaha, było ponad 10 tysięcy kibiców, to było wielkie pięściarskie święto. Crawford wraca na ring w kwietniu – najprawdopodobniej też w rodzinnym stanie. Tym razem już jako wielka gwiazda, wyróżniona nagrodą którą wcześniej dostawały takie legendy jak Jack Dempsey,  Rocky Marciano, Muhammad Ali, czy ze współczesnych Pernell Whitaker, Oscar De La Hoya i Floyd Mayweather Jr. To zobowiązuje.

Przemek Garczarczyk

200 milionów do podziału: Jest walka Mayweather - Pacquiao!



Ponad pięć lat, nie tylko kibice boksu ale kibice wielkiego sportu czekali na jeden podpis. 38-letni (urodziny w najbliższy wtorek) Floyd Mayweather Junior (47-0, 28 KO), najlepszy pięściarz i najlepiej zarabiający sportowiec świata – 75 mln w 2014 roku  według “Forbesa” – złożył podpis pod kontraktem potwierdzajacym walkę z jego największym rywalem – Manny Pacquiao (57-5, 38 KO). Trzy lata za późno? Nawet jeśli sportowo tak, to biznesowo na pewno nie. Wszystkie miejsca hotelowe w MGM Grand gdzie obaj pięściarze wyjdą na ring zostały sprzedane w niespełna 15 minut po ogłoszeniu decyzji Mayweathera. Nawet te po 2400 dolarów za dobę. Wypłata dla Mayweathera Jr? Nie mniej niż 110 mln dolarów za maksymalnie 36 minut spędzonych na ringu.

Floyd: zawsze biznesmen

Około 3.15 czasu Zachodniego Wybrzeża, Floyd Mayweather jr, zrobił zdjęcie podpisanego przez siobie kontraktu, z takim bombastycznym dopiskiem: “To, na co czekał świat, stało się faktem. Mayweather kontra Pacquiao 2 maja – kontrakt podpisany. Obiecałem kibicom, że tak walka sie odbędzie  dotrzymałem słowa. Historia będzie się tworzyć 2 maja. Nie przegap!”. Floyd ogłosił swoją  decyzję na stosunkowo mało znanym serwisie społecznościowym “Shots” zupełnie nieprzypadkowo. Na zainwestowanie w “Shots” namówił go jeden z  wczesnych inwestorów Justin Bieber, więc za każdym razem, kiedy tysiące osób na godzinę instalowało aplikację czekając na  decyzję, Floyd stawał się bogatszy. Nie musiał nawet wychodzić na ring.

Jak wyjdzie na ring to “Money” zarobi – w zależności od źródeł – nie mniej niż 110 milionów. Pacquiao też nie będzie musiał narzekać, bo ze spodziewanej puli około 200 milionów, do Filipin zabierze nie mniej niż 80 milionów. Już dziś wiadomo, że spodziewany zysk ze sprzedaży biletów do MGM Grand przekroczy 40 milionów dolarów (146 mln złotych) czyli dwukrotnie przebije dotychczasowy record 20,1 mln dol. kiedy w 2013 roku Floyd walczył z Canelo Alvarezem.  Tamta walka była także rekordowa pod względem wartości sprzedanych pakietów pay-per-view – 150 milionów. Rekord w ilości oglądających walkę za pośrednictwem PPV  ciągle należy do pojedynku De La Hoya – Mayweather. W 2007 roku walkę zobaczyło ponad 2,5 mln widzów, ale ten rekord też pewnie zostanie pobity. Tanio nie będzie – cena PPV ma sięgać 100 dolarów. Jak chcesz oglądać walkę Mayweather – Pacquiao z jednego z pierwszych pięciu rzędów, przygotuj się na wydatek… w wysokości 5 tys. dolarów. Ceny  pozostałych biletów mają być podane już w przyszłym tygodniu.

Kto lepszy? Kto pokaże walkę?

Przez ostatnie kilka tygodni, kiedy wiadomo było, że do walki jest bliżej niż kiedykolwiek, kasyna w Las Vegas zaczęły przyjmowanie zakładów. W większości z nich, domu bukmacherskie ustawiły w roli (3 do 1) faworyta Mayweathera. “Wszyscy wiedzieli, łącznie z Mayweatherem i Pacquaio , że ta walka po prostu musi się zdarzyć. Każdy z  nas jest  szcześliwy, że będziemy mogli pokazać taką walkę” – pisał w oświadczeniu Stephen Espinoza, generalny manager Showtime Sports. “Manny Pacquiao i Floyd Mayweather byli najbardziej znaczącymi pieściarzami ostatniej dekady i wszyscy kibice globu chcieli ich wspólnego pojednku” – dodawał szef HBO Sports, Ken Hershman. Dla Showtime (Mayweather) i HBO (Pacquiao) będzie to to dopiero druga w historii współpraca przy promocji. W 2002 roku, obie rywalizujące ze sobą stacje telewizyjne brały udział we wspólnej gali podczas  walki Lennoxa Lewisa (HBO) oraz Mike’a Tysona (Showtime). Ta gala przebije wszystko.    


Przemek Garczarczyk

Prawnicy Kalengi chcą zatrzymać walkę Janik – Lebiediew!


Patrick English, prawnik Youri Kalengi przesłał na ręce wiceprezydenta WBA Gilberto Jesusa Mondozy list, domagajacy się niedopuszczenia do walki o tytuł mistrza świata Łukasza Janika z obrońcą tytułu,  WBA, Denisem Lebiediewem. Według promotora Lebedeva Andrieja Riabińskieg, prezydenta World Boxing, walka  z Polakiem ma się odbyć 4 kwietnia.

“Nasze biuro adwokackie, przez ponad 30 lat, widziało  wiele próśb o udzielenie Specjalnej Zgody (Special Permit) od promotorów oraz pięściarzy. Ale jeszcze nigdy widzieliśmy czegoś bardziej pozbawionego podstaw. Widocznie promotor pana Lebiediewa uważa, że zapłacenie należnej opłaty za taką Zgodę (12 lub 20 tys. dolarów – przyp. PG) jest wystarczające samo w sobie - choć nie ma do jej uznania żadnych argumentów” – zaczyna Patrick English, jeden z najbardziej znanych pięściarskich adwokatów na świecie.  

Opisując kwestie Specjalnego Zgody stosowanej i przyznawanej w niektórych przypadkach obrony tytułu mistrzowskiego, Patrick English, reprezentujący zarówno Kalengę, obowiązkowego rywala Lebiediewa do tytułu mistrza świata WBA, jak jego managera Gary Hyde, stara się między innymi udowodnić, że Polak na walkę o tytuł mistrza  świata nie zasługuje. Oto kolejne fragmenty listu:

1)       Janik nie był nawet klasyfikowany w rankingu WBA, kiedy 19 stycznia pan Mendoza w swoim liście zadecydował, że Lebiediew musi bronić tytułu.
2)       Janika nie było rankingach nawet 5 lutego, kiedy King Sports (promotor Kalengi – przyp. PG) zasugerował przetarg na walkę.
3)       Janika nie było w rankingach, według strony internetowej WBA, do 10 lutego. Pojawił się  tam,  na niezbyt imponującej 11. pozycji po pokonaniu pięściarza o nazwisku Franco Raul Sanchez. Sanchez przegrał dwie ze swoich ostatnich trzech walk przed pojedynkiem z Janikiem, nigdy nie pokonał żadnego klasyfikowanego w rankingach (żadnej organizacji) pięściarza, nigdy nie walczył poza Ameryką Południową oraz ma, raczej odległy od znakomitego, dorobek 18-11-2.

“Podsumowując – Janik walczył z journeymanem. Czyli Lebiediew chce specjalnej zgody na walkę z journeymanem, który był w rankingach, w momencie pisania tego listu, przez mniej niż tydzień. (…) Nie ma nic specjalnego w Janiku. Jest w rankingach przez niecały tydzień, nie ma go w pierwszej 10 i wszedł do rankingów wygrywając ze zwykłym journeymanem. Nie ma tutaj żadnych wyjątkowych okoliczności, które warunkowałyby Specjlaną  Zgodę” dla takiego pojedynku”.

Kończąc fragment poświęcony ostatniemu rywalowi Janika, Patrick English dodaje w przypisie: “Według Boxrec, Sancheza nie ma nawet w  pierwszej dziesiątce pięściarzy kategorii junior ciężkiej w Argentynie. Jest 12.”

W podsumowaniu listu do wiceprezydenta WBA, Patrick English pisze: “Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności sprawy, uprzejmie sugerujemy, by prośba o Specjalną Zgodę została odrzucona i doszło jak najszybciej do przetargu.

“Ten list to dla mnie nowość” – komentuje Andrzej Wasilewski. Jak rozpoczęta wczorajszym  listem  sprawa się skończy, przekonamy się już wkrótce. Teraz czas na reakcję WBA oraz przede wszystkim rosyjskich promotorów Lebiediewa. Łukasz Janik może tylko czekać.


Przemek Garczarczyk